TWÓJ KOKPIT
0

Bob Iger :: Newsy

NEWSY (156) TEKSTY (0)

NASTĘPNA >>

Nowy Ład w Disneyu

2021-05-14 16:53:08

Wygląda na to, że Ameryka powoli wygrywa z pandemią COVID-19. Disney już się na to szykuje. Jedną ze zmian jest to, że Bob Iger ustąpi ze stanowiska nadprezesa Disneya z końcem tego roku. Władzę nad holdingiem w całości przejmie Bob Chapek. I tu zaczynają się schody.

Zmiany w Disneyu


Jak donosi Variety początkowo współpraca obu Bobów wyglądała znakomicie. Ale to już przeszłość, teraz mamy etap szorstkiej przyjaźni. Wojny domowej w Disneyu nie ma, ale Chapek reorganizuję firmę, centralizuję ją, zaś Iger powoli się wycofuje. Ludzie nabierają szacunku do Chapeka, zaczynają w nim widzieć prawdziwego szefa, a nie tylko marionetkę w rękach Igera. Duża zmiana nastąpiła w ciągu ostatniego pół roku. Chapek nie ma charyzmy i stylu Igera, ale wypracował już własny model zarządzania całą organizacją.



Chapek podzielił firmę na trzy główne działy: sportowy, rozrywki ogólnej i studia. Niektórzy jednak zauważają, że na papierze wygląda to dobrze, jednak w praktyce powstała rozbudowana, wręcz bizantyjska organizacja pełna niepotrzebnych managerów. Po części wynika to z posiadania dwóch szefów, nie tylko Igera i Chapeka, ale też ich ludzi. Dobry przykład to Walt Disney Studios. Alan Horn prawdopodobnie odejdzie wraz z Igerem, ale dziś już nie sprawuje dokładnie tej samej roli, co wcześniej. Delegował część zadań Alanowi Bergmanowi, który jest współprezesem Walt Disney Studios wraz Hornem. Natomiast gdy już Horn odejdzie, raczej nikt nie przejmie pozostałych obowiązków. Obecnie to Bergman jest tą osobą w Disneyu, która odpowiada za decyzje kreatywne. On też wraz ze swoimi ludźmi nadzoruje Lucasfilm, Pixar czy Marvela.

Tu warto dodać, że choć były głosy, iż Kevin Feige miałby przejąć też Lucasfilm, źródła Variety sugerują, że nie jest on tym zainteresowany. Ma zbyt dużo zajęć w Marvelu, co także przekłada się na odkładanie na przyszłość jego filmu gwiezdno-wojennego. Variety nie porusza ew. przyszłości Kathleen Kennedy.

Bergman podobno dobrze rozumie istotę obu franczyz. Ale wśród wyzwań, które go czekają, to zdefiniowanie przyszłości Disneya i należących do niego marek. Disney potrzebuje filmów, które zainspirują kolejne przejażdżki w parkach rozrywki, czyli takich „Piratów z Karaibów” czy „Wyprawy do dżungli”. Jednocześnie musi pamiętać o tym, że streaming zmienił zasady gry. To sprawia, że studia filmowe zmieniają swoje oblicze.

Celebration szybciej


Zmiany, które wprowadza COVID-19 i Chapek pociągają też modyfikację planów. Jedną z nich jest przyśpieszenie Star Wars Celebration. I to dla nas dobra wiadomość. Początkowo przyszłoroczne Celebration w Anaheim miało się odbyć, jak informowaliśmy, 18-21 sierpnia. Nowa data to 26 – 29 maja 2022. Sprawi to, że między Celebration a planowanym na wrzesień 2022 D23 Expo będzie więcej czasu, a to pozwoli z kolei lepiej zaadresować zainteresowanie kolejnymi produkcjami Lucasfilmu. Pamiętajmy, że w przyszłym roku będziemy mieć kilka seriali aktorskich na Disney+ jednocześnie powinny ruszyć zdjęcia do „Rogue Squadron”.



O oczekiwaniach wobec Celebration można porozmawiać na forum.

Autorzy wynagrodzeni


Nie jest to jedyna zmiana w postępowaniu Disneya. Chapek ewidentnie dąży do zmniejszenia kontrowersji. Pod koniec tamtego roku pisaliśmy o konflikcie Disneya z autorami – jak Alan Dean Foster. Poszło o tantiemy za ich adaptacje filmowe starszych filmów. Spowodowało to powstanie grupy #DisneyMustPay, która negocjowała z Disneyem. I przyznała, że doszli do porozumienia. Nie tylko Foster zostanie wynagrodzony. Pieniądze trafią też do Jamesa Kahna i Donalda F. Gluta.
KOMENTARZE (2)

#JJCut miało mieć 4 godziny

2021-04-30 20:52:51

Słyszeliśmy już różne historie o Epizodzie IX, jakiś czas temu pojawił się kolejny przeciek ukazujący proces twórczy finału sagi w innym świetle. Nie zawsze zgadza się z tym, co słyszeliśmy wcześniej. Jak zawsze w takich przypadkach trudno zweryfikować to źródło, jego wiarygodność i powody publikacji akurat teraz. Więc jak zwykle należy to traktować jedynie jako plotki i pogłoski, zaś elementy prawdy trzeba dopiero z tego wyłowić. My niestety możemy tylko zgadywać które to.




Sytuacja w Lucasfilm

Źródłem przecieku jest jakoby pracownik Lucasfilmu, który brał udział w tworzeniu całej trylogii sequeli. Pełen zapis jest dostępny na Reddit. Natomiast zaczniemy od jego opisu Lucasfilmu. Wg źródła nie ma tam wojny kulturowej, ale nie oznacza to, że wszyscy mają wspólną wizję. Uwaga w tej wersji Kathleen Kennedy nie stoi po żadnej stronie konfliktu. Natomiast wizje są dwie, jedną reprezentują Dave Filoni i Jon Favreau, którzy chcieliby widzieć „Gwiezdne Wojny” jako bardziej tradycyjną opowieść. Za drugą odpowiada część Story Group z Pablo Hidalgo na czele. Ci chcieliby widzieć sagę bliższą klimatom do sesji RPG Dungeons & Dragons, bardziej miłe dla oka, mniej narracyjne.

Wg źródła relacje Kennedy i Faverau są dobre, a ona sama chciałaby, aby Faverau przejął ster Lucasfilmu, gdy ona odejdzie (promocja lub emerytura). Nie wiadomo, czy Jon przyjmie tę ofertę. Natomiast na pewno nie będzie to Filoni, który jest bardziej zainteresowany pracą nad historiami, niż zarządzaniem studiem.

Zamysł Abramsa na trylogię

Przechodząc do trylogii. Wg źródła każdy z reżyserów widział filmy inaczej. Rian Johnson interesował się motywami, Colin Trevorrow spektakularnością, zaś konceptami. Te różne podejścia skutkowały brakiem jednomyślności, choćby w przypadku Rey.

Abrams miał nadzieję pracować blisko z Georgem Lucasem, ale gdy to nie wyszło, J.J. rozważał swoje odejście. Powstrzymał go Bob Iger. W Lucasfilmie chciano by nowa trylogia była odejściem od klasycznej, przejściem w nową erę. Stąd rozważano, by Rey była wnuczką Obi-Wana, zanim pojawił się pomysł z nikim. Abrams natomiast chciał, by Rey była wnuczką Anakina, z czasem doszedł do tego by była córką Luke’a. Matką zaś jakaś rebeliantka.

Historia Rey się zmieniała. Początkowo miała zostać na Jakku pod okiem Lor San Tekki, który miał być wrażliwy na Moc. Wg innej wersji Kylo Ren zostawił ją na Jakku w akcie współczucia. Ten koncept był wykorzystany w „Duel of the Fates” oraz początkowej wersji „Skywalker. Odrodzenie”. Abrams widział też los Kylo Rena zawsze jednoznacznie. Miał się odkupić, ale zginąć. To miała być wariacja na temat losu Anakina.

Finn wzbudzał jeszcze większe kontrowersje. Abrams chciał by grał go John Boyega, ale to nie podobało się producentom w Disneyu w szczególności z Alanem Hornem na czele. Horn widział w tej roli kogoś w stylu Ansela Elgorta. To spowodowało, że rola Finna została ograniczona. Abrams chciał by był on Jedi, ale ostatecznie ten wątek musiał usunąć z „Przebudzenia Mocy”. Co więcej usunięto też wątek romantyczny między Rey a Finnem, gdyż Horn uznał go za zbyt ryzykowny. W odpowiedzi Abrams chciał wstawić wątek romansu Finna i Poe, ale to też spotkało się z odmową.

O ile relacje Abramsa z producentami były średnie, o tyle Rian Johnson robił wszystko, czego Lucasfilm od niego chciał. Liczył na dalszą współpracę, ale jego podejście okazało się błędne, gdyż Lucasfilm był bardzo niezdecydowany. To powodowało nieustanne zmiany historii.

Abrams chciał by trylogia skończyła się w bardziej klasyczny sposób. Luke miał przeżyć trylogię i szkolić nowych Jedi oraz swoją córkę. Lucasfilm chciało by odejść od Skywalkerów. Rian natomiast nie był zainteresowany ani początkiem, ani końcem historii, jedynie swoim filmem, biorąc pod uwagę to, o co prosił go Lucasfilm. Jego film też został zmieniony. Bitwę o Crait przeniesiono z początku filmu na koniec, Holdo stała się Rebeliantem, była senatorem, a romans Rey i Kylo został stonowany.

Colin wziął to, co ostało się z pomysłów Abramsa oraz samodzielnego filmu jaki stworzył Rian. Próbował to połączyć, ale po wielu wersjach jego drogi rozeszły się z Lucasfilmem. Jack Thorne napisał dodatkowy scenariusz do Epizodu IX, ale ten nie nadawał się do użycia.

Powrót J.J. Abramsa

Była jedna wersja w której Kylo przeżywał. Pojawiła się po odejściu Colina a przed powrotem Abramsa. Zaś powrót J.J. oznaczał odgrzebanie tych samych konfliktów, które istniały w latach 2014 – 2015. Abrams zaproponował scenariusz który składał się z dwóch filmów. Pierwszy naprawiał to, co zostało zrobione w „Ostatnim Jedi”, wchodząc w dalszą narrację bliską oryginalnemu planowi, drugi zaś miał być zwieńczeniem sagi. Disney powiedział nie. Tym samym „Skywalker. Odrodzenie” było bałaganem różnych wersji pisanych przez różne osoby, podobnie jak to miało miejsce z „Łotrem 1”. Wersja upubliczniona przez Jedipaxis była jedną z wielu, ani początkową, ani finalną.

We wczesnej wersji Abramsa i Chrisa Terrio film nosił nazwę „Hiers to the Force” i wciąż miał w sobie dużo z „Duel of the Fates”. Rose miała mieć tam większą rolę, miała też uratować wszystkich umożliwiając wysyłanie komunikatu Lei, który był blokowany przez Najwyższy Porządek. Rey miała być córką Luke’a i wnuczką Vadera i miała pogodzić się ze swoim ojcem. Poe miał stać się przywódcą Ruchu Oporu, a Hux Wielkim Marszałkiem Najwyższego Porządku. Finn zaś miał zapoczątkować rebelię szturmowców znajdując swoje rodzeństwo. Kylo miał próbować reformować galaktykę, ale ostatecznie miał odejść w pokoju. Historię odrzucono przed rozpoczęciem zdjęć.

Lucasfilm i Disney byli niezadowoleni z finału zaproponowanego przez Abramsa. Brakowało im dużego czarnego charakteru. Uznali nawet zabicie Snoke’a za błąd, ale nie chcieli go przywracać. Abrams ręczył za Domhnalla Gleesona i Adama Drivera twierdząc, że oni pociągną ten film. Ale w Disneyu nie chcieli o tym słyszeć. Przekonali Kathleen Kennedy by wymusiła na Abramsie powrót Imperatora. Abramsowi się to nie spodobało, więc podobno nakręcił dwa filmy. Jeden według swojej wersji, drugi wg wskazań Lucasfilmu i Disenya. W tym pierwszym był Matt Smith, ten drugi trafił do kin.

Ostateczna wersja rozczarowała też aktorów. Adam Driver i John Boyega czekali od „Przebudzenia Mocy” na swoja wspólną scenę. Poczuli się z niej obrabowani. Kelly Marie Tran i Naomie Ackie zostały wbrew intencjom Abramsa i Kennedy zmarginalizownae.

„Skywalker. Odrodzenie” wersja reżyserska, czyli JJCut

Czy zatem istnieje „J.J. cut”, czyli wersja Abramsa? Tak i nie. Nie ma wersji skończonej, więc do tego materiału pewnie trzeba by przygotować montaż i oczywiście dokrętki. Natomiast nie ma wersji Lucasa.

Co było w wersji Abramsa?
Matt Smith. Czas – 4 godziny. Rola Palpatine’a się zmieniała, od wizji, ducha po klona. To już się zaczęło w „Duel of the Fates”. Matką Rey miała być jakaś archeolog Mocy, która znalazła miecz Anakina. Nie mieliśmy poznać jej imienia, czy historii. Ojcem miał być Luke. Relacje Kylo i Rey miały być bardziej skomplikowane, Rey chciała go podźwignąć, a on chciał być po prostu wolny. Była scena pożegnania Kylo i Lei. Jannah była siostrą Finna. Rose miała zajmować się tym jak przechytrzyć Najwyższy Porządek. Pryde miał być szpiegiem, a Hux i Kylo mieli go wytropić. Kluczowym miejscem bitwy miało być Coruscant, tam też miała być finalna bitwa. Mieliśmy dzięki retrospekcjom poznać przeszłość Luke’a, w tym jego poszukiwania Mortis, gdzie miał walczyć z Kylo Renem. Poe miał być zainteresowany Finnem, ale miał dać zielone światło związkowi Finna i Rey. Za to miał potem nawiązać związek z Zorii. Szturmowcy Sithów mieli być klonami z elementami DNA Phasmy. Mieli też walczyć przeciw rebelii szturmowców rozpoczętej przez Finna. Rey miała podać rękę Kylo i zaoferować mu odkupienie jako nawiązanie do „Ostatniego Jedi”, ale on miał to odrzucić. Rey i Kylo mieli mieć swoją ostatnią walkę, rycerze Ren mieli mu pomóc, a Finn pomagać Rey. Rycerze mieli polec, a Kylo zaakceptować swoją porażkę. Ben miał się pojawić jako duch pod koniec filmu. Mieliśmy też zobaczyć duchy Anakina, Luke’a i Lei. Finalne świętowanie miało mieć miejsc w domostwie Larsów na Tatooine.

Pytanie o wersję Abramsa, czy kiedyś ją zobaczymy? Trudno stwierdzić. Precedens w kinie niedawno się pojawił („Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera”), więc jeśli fani będą prosić wystarczająco głośno, to kto wie. Może Bob Chapek się zdecyduje. Koszty nie będą aż takie duże. Na razie jednak, bez wsparcia fanów nie ma na co liczyć. Zwłaszcza, że sam Abrams też nie wyglądał na chętnego do dalszej współpracy z Disneyem.
KOMENTARZE (49)

„Star Wars: Rogue Squadron” będzie produkcją oryginalną

2020-12-14 07:51:28

Star Wars Rogue Squadron logo


Właściwie to coś, czego powinniśmy się nie tylko spodziewać, ale oczekiwać. Zapowiedziany w zeszłym tygodniu film „Star Wars: Rogue Squadron” będzie produkcją oryginalną. IGN zapytało Patty Jenkins, która wyreżyseruje ten film, o to czy będzie to adaptacja. Jenkins odparła, iż będzie to oryginalna historia z dużym wpływem książek i komiksów. Starają się zrozumieć i przyswoić wielkość tamtych produkcji, ale będą podążać własną ścieżką i to nakręca Patty.

Do tego pytania ważny jest kontekst. Patty gratulowano na twitterze po ogłoszeniu filmu, a ona zaś odpowiadała. Niektóre odpowiedzi jak ta do Boba Igera nie budziły żadnych kontrowersji.



Ale już krótka dyskusja z pisarzem, Michaelem A. Stackopolem owszem. Michael tworzył (wraz z Aaronem Allstonem) serię „X-Wingi”. Patty zaś nazwała jego pracę inspirującą.



Jeśli chodzi o gry to warto tu wymienić Rogue Squadron i jej kontynuacje - Rogue Leader i „Rebel Strike”.

Premiera filmu „Star Wars: Rogue Squadron” zaplanowana jest na 22 grudnia 2023.
KOMENTARZE (9)

Jordan Bolger w serialu o Bobie Fetcie?

2020-11-23 17:32:44

Jak donosi Direct, aktor Jordan Bolger rozmawia z Lucasfilmem w sprawie roli w nowym serialu gwiezdno-wojennym. Wszystko wskazuje na to, że to serial o Bobie. Jordan najbardziej kojarzony jest z roli w serialu „Peaky Blinders” oraz ról w filmach „iBoy” i „Baba Jaga”.

Jordan Bolger i serial o Bobie Fetcie?


Wciąż oczywiście nie mamy potwierdzenia, że ten serial powstanie, ale Direct się tym nie przejmuje, zakłada, że to pewnik i podsuwa ciekawą informację. Ich zdaniem przygody Boby Fetta byłby prequelem wydarzeń, które widzieliśmy w „The Mandalorian”. Co więcej z tym serialem łączą także angaż Sophie Thatcher. Zarówno Jordan jak i Sophie nie zgraliby jednak głównych ról. Pewnie pojawią się w którymś z odcinków. Tu nie wiadomo, czy to są ich domysły, czy faktycznie, gdzieś coś usłyszęli.

Direct przypomina, że Bob Iger już dawno temu zapowiedział własne seriale dla postaci, które zobaczymy w „The Mandalorian”. Wygląda na to, że ten serial o Bobie będzie dokładnie czymś takim. Natomiast Direct sugeruje też, że będzie to raczej miniserial, czyli coś prawdopodobnie podobnego formatem do serialu o Kenobim. Zabawne jest to, że zarówno Boba jak i Obi-Wan początkowo mieli dostać własne filmy.

Direct ponadto przypomina plotkę o serialu z Carą Dune i Bo-Katan w rolach głównych. Wspominają, że jest on wciąż rozwijany, ale dodają też, że Katee Sackhoff przyznała, że nic nie wie o takim projekcie i nie jest zaangażowana. Zresztą Deadline również sugerował, że nic takiego się nie dzieje. Może gdzieś był pomysł, ale nie wyszło poza to. Natomiast tu warto dodać, że pojawiła się kolejna plotka iż Bo-Katan oraz Katee zobaczymy, czy raczej usłyszymy w „The Bad Batch”. Może te informacje się nakładają.

W roli Boby oczywiście zobaczymy Temuerę Morrisona. Ale to już nam zaspoilerował „The Mandalorian”.

10 grudnia Disney będzie mieć prezentację dotyczącą przyszłości i rozwoju Disney+, sztandarowego produktu w okresie pandemii. Miejmy nadzieję, że zdradzą szczegóły projektów, które są już w fazie realizacji i możemy się ich spodziewać w ciągu roku lub dwóch.
KOMENTARZE (6)

O trzecim sezonie i przyszłości „The Mandalorian”

2020-10-17 12:14:29



Jak donosi Variety prace nad trzecim sezonem „The Mandalorian” idą zgodnie z planem. Zdjęcia zaczną się jeszcze w tym roku.

Pedro Pascal skończył pracę na planie drugiego sezonu na niecały tydzień przed tym jak pandemia COVID-19 dotknęła i zamknęła przemysł filmowy. Nikt nie był na to przygotowany. Teraz kilka miesięcy później pracują już w nowej rzeczywistości. Pedro potwierdził, że pojawi się na planie przed końcem tego roku, jak tylko zakończy swoje zdjęcia w filmie „The Unbearable Weight of Massive Talent” z Nicholasem Cagem.

Również Jon Favreau jest dobrej myśli. Cały czas zakładają, że będą mogli pracować zgodnie z planem. Favreau zauważa, że serial jest bardzo cyfrowy, a wielu aktorów i tak gra w maskach. Zaś wiele rzeczy potem jest dodawanych komputerowo. To wszystko sprawia, że powrót do kręcenia wydaje się być możliwy. Dodatkowo dochodzi jeszcze kwestia budżetu i popularności, obie działają na korzyść serialu.

Favreau krótko wspomniał też o potencjalnych spin-offach, które zapowiedział w styczniu Bob Iger. Mając już działającą maszynę produkcyjną, wprowadzając nowych bohaterów, mogą też skorzystać z możliwości rozbudowania ich historii. I taką też mają ambicję. Nie zdradził żadnych konkretów, ale tym samym potwierdza krążące plotki o serialach powiązanych z „The Mandalorian”. Nie mają tu ustalonego planu działania, ale są możliwości elastycznego ustalania kolejnych kroków.

W przypadku spin-offa kinowego, Favreau powiedział, że w chwili obecnej jest taka możliwość. Historia może wyewoluować w tym kierunku, ale jednocześnie nie ma presji by wychodzić poza serwis streamingowy. Tu warto wspomnieć, że parę dni temu Bob Chapek potwierdził, iż obecnie to Disney+ jest flagowym i strategicznym produktem Disneya i będą się koncentrować na jego rozwijaniu, kosztem parków czy filmów kinowych (dotkniętych skutkami pandemii).

Pedro Pascal bardzo chciałby zobaczyć pełnometrażowego Mandalorianina na wielkim ekranie, ale nie wie czy to jest potrzebne. Czy to nie rozmyłoby serialu?

Tymczasem pojawiła się kolejna zapowiedź związana z drugim sezonem. Tym razem tylko sugerują, iż w poniedziałek dostaniemy jakieś nowe spojrzenie na drugi sezon.



Pierwszy odcinek już za niecałe dwa tygodnie. Harmonogram pozostałych możecie sprawdzić tutaj.
KOMENTARZE (6)

John Boyega o rasizmie w „Gwiezdnych Wojnach” i w Disneyu

2020-09-03 20:52:20

John Boyega udzielił wywiadu magazynowi GQ. Nie obyło się bez rozmów o „Gwiezdnych Wojnach”. Jak pamiętamy, aktor ten niezbyt przychylnie wypowiadał się o trylogii sequeli jako całości. Im więcej czasu mija, odkąd skończył się jego kontrakt, tym więcej jest w stanie powiedzieć. I niestety nie są to miłe słowa. Boyega dość mocno krytykuje Disneya i Lucasfilm za decyzję jakie podjęli w tej trylogii.

Obecnie Boyega jest dość mocno związany z protestami Black Live Matter, o czym także pisaliśmy jakiś czas temu. Twierdzi, że po tym, co mówił, coś się w nim odblokowało i będzie mówić otwarcie, nawet o niewygodnych tematach. Nawet jeśli miałoby to zakończyć jego karierę.

Rola w „Przebudzeniu Mocy” była dla niego czymś w rodzaju wygranej na loterii. To nie tylko były „Gwiezdne Wojny”, ale też otworzyło mu to wiele drzwi. Wystąpił między innymi w „Detoroit” Kathryn Bigelow, ale też dostał rolę w teatrze. Dodatkowo założył własną firmę, Upper Room, która współprodukowała „Pacific Rim: Rebelia”, gdzie zagrał jedną z głównych ról. Wydawać by się mogło, że wszystko jest pięknie. Dziś aktor twierdzi, że miał wówczas dużo pracy, wręcz za dużo. Zaś wszystkie swoje frustracje wyładowywał pracując.



Boyega wspomina, że praca nad a potem promocja „Przebudzenia Mocy” to był bardzo dobry okres dla niego. Był szczęśliwy, choć jego ojciec przestrzegał go, sugerując, iż świat może być inny niż pozornie wygląda. A wyglądało to obiecująco. Pomijając fakt, o którym John wspomniał także już wcześniej w innych wywiadach, czyli, że spotkał się z rasizmem. Chodzi o ludzi, którzy czepiali się, że czarnoskóry nie może być szturmowcem. Tych oczywiście Boyega ignorował. Ale skasował też swoje konto na Instagramie. Słyszał też, że ludzie chcieli bojkotować nowe filmy z jego powodu. Nie dlatego, że komuś nie podobała się jego gra albo, że jest mało znany lub ma mało doświadczenia, tylko dlatego, że był czarny. Zresztą jak sam twierdzi, angażując się w dany projekt, nie musi się on przecież podobać nam w stu procentach. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Z toksycznymi fanami jakoś Boyega sobie poradził, zrozumiał, że są i tyle. Choć oczywiście cała sprawa z Black Live Matter trochę mu o tym przypomina. Zwłaszcza w kontekście nienawiści rasowej i uprzedzeń.

Potem wydarzył się „Ostatni Jedi”. I to moment, w którym Boyega uświadomił sobie, gdzie jest jego miejsce. I tu ma radę do Disneya, by na przyszłość nie tworzyli czarnoskórych bohaterów, reklamowali nimi film, tylko po to by potem zepchnąć ich na boczny tor. John nie mówi tylko o sobie, w podobny sposób widzi rolę Kelly Marie Tran, Naomie Ackie a nawet Oscara Isaaca. Jego zdaniem w „Ostatnim Jedi” zmieniono hierarchię ważności bohaterów i Boyega dość ciężko to zniósł. Oczekiwał, że podobnie jak w oryginalnej trylogii, czy nawet prequelach, będziemy mieć trio głównych bohaterów. Tu postawiono na duet - Daisy Ridley i Adama Drivera. Wszystkie światła skierowano na Kylo Rena i Rey. Zdaniem Johna Daisy i Adam o tym doskonale wiedzą, wszyscy to wiedzą i tym samym nie zdradza żadnych sekretów. Jednocześnie jest rozczarowany tym, że jego bohater zostaje sprowadzony do roli ozdobnika. Twórcy wiedzieli, co zrobić z bohaterami Daisy i Adama, ale nie mieli pomysłu na resztę. Dlatego John twierdzi, że nie będzie mówić, że praca nad tą trylogią to było wspaniałe doświadczenie, bo nie było.

Boyega unika wylewania żalów personalnie. Nie adresuje ich ani do Kathleen Kennedy, ani do Boba Igera czy Riana Johnsona. Mówi ogólnie Disney ew. decydenci, nie mówi kto podjął takie a nie inne decyzje. Ale mocno odcina od nich J.J. Abramsa. Broni go mówiąc, że należy go zostawić w spokoju. On nie miał wracać do tego uniwersum, wrócił i próbował posprzątać ten burdel który zastał. Boyega nadal go szanuje. Od reszty decydentów wyraźnie chce się zdystansować.

Poniekąd powiązaną sprawą, związaną z marketingiem i minimalizowaniem czarnoskórych postaci na niektórych rynkach, jest zmniejszenie Finna na chińskim plakacie. Pisaliśmy o tym tutaj.
KOMENTARZE (35)

George Lucas zastąpi Kathleen Kennedy?

2020-07-29 19:16:32

Na początku miesiąca pisaliśmy o plotkach rozsiewanych przez Overlorda DVD Doomcocka na jego kanale. Z braku innych newsów część mediów znów cytuje Doomcocka, właściwie bez zastanowienia się ile w tym prawdy. Tak więc ta historia krąży po sieci. Wcześniej Doomcock mówił o kasacji trylogii sequeli, tym razem twierdzi, że dni Kathleen Kennedy w Lucasfilmie są policzone (ile razy o tym słyszeliśmy?). Zaś jej następcą zostanie George Lucas.


Doomcock


Podobno trwają rozmowy, zarówno nad tym jak dokładnie usunąć sequele oraz nad warunkami George’a Lucasa. Flanelowiec jakoby miał postawić następujące żądania:
  • Chce stworzyć własną trylogię sequeli
  • Chce mieć pełną dowolność twórczą i ostateczne słowo
  • Kathleen musi odejść
  • Disney dostanie zakaz dotykania oryginalnej trylogii. Wersja Lucasa pozostanie ostateczna

Jakoby warunki Lucasa nie podlegają dyskusji. Zostałby on znów prezesem Lucasfilmu, Jon Favreau nadzorowałby produkcje dla Disney+, zaś jeszcze jedna osoba stała by za produkcją nowych filmów. Tyle jeśli chodzi o plotki o zmianach. Tu pojawia się jeszcze jedna, że „Skywalker. Odrodzenie” miało też wersję Lucasa, inną niż zobaczyliśmy w filmie. Przypominamy, że podobna plotka mówiła również o wersji J.J. Abramsa, która także nie zobaczyła światła dziennego.

Pomijając samą kwestię plotki i jej ew. wiarygodności. To, że Lucasfilm ma problemy z nowymi filmami widzimy gołym okiem. Nie dotyczy to tylko „Gwiezdnych Wojen”. „Indiana Jones 5” został przesunięty na rok 2022, zaś kolejny scenarzysta - David Koepp opuścił produkcję filmu. Koepp mówił, że pisał scenariusz pod Stevena Spielberga i po rozmowach z nowym reżyserem - Jamesem Mangoldem (niedoszły reżyser filmu o Bobie), uznali, iż Mangold potrzebuje własnej wizji, więc zaczynają od początku. Harrison Ford pojawi się na planie mając już 79 lat, będzie więc starszy niż George Hall wcielający się w tę samą postać w „Kronikach” (miał zaledwie 76-77 lat). Pierwsza oryginalna produkcja od czasu „Dziwnej magii” (powstałej jeszcze w czasach Lucasa), czyli adaptacja serii powieści „Dzieci krwi i kości” również, gdzieś tam czeka w kolejce. Reżyserem filmu został Rick Famuyiwa, który pracował przy „The Mandalorian”. Niemniej jednak z powodu COVID-19 wszystko jest zawieszone i może być dalej przesuwane. Nawet film Taiki Waititiego (prawdopodobnie to jego obraz) został przesunięty z 2022 na 2023. Disney ma prawo mieć obawy, ale nie wszystkie problemy można rozwiązać zmieniając kierownictwo.

Z drugiej strony George Lucas jako filmowiec zawsze bardzo chciał niezależności, zwłaszcza wobec producentów i studio. Będąc miliarderem był de facto najbogatszym, niezależnym filmowcem, który bardziej pracował nad realizacją własnej wizji i pomysłów, niż liczył się z budżetem czy zyskami. O ile może jeszcze szefostwo Disneya byłoby skłonne zaryzykować, pytanie co z inwestorami. Tych interesują przede wszystkim zyski i to by marka była bezpieczna. Warto też pamiętać, że Lucas czuł się oszukany przez Boba Igera i pytanie, czy byłby skłonny zaryzykować, wiedząc, iż szef Disneya może zmienić zdanie (lub zostawić wymieniony na kogoś innego, kto będzie lojalny wobec akcjonariuszy, a nie umowy z Lucasem). Co więcej kolejna trylogia zabrałaby pewnie 76-letniemu Lucasowi kolejne 10 lat. Pytanie, czy on byłby gotów na taki wysiłek?

Do tego wszystkiego warto zauważyć, że uniwersum serialowe „Gwiezdnych Wojen” prawdopodobnie rozwija się w dobrym kierunku, kolejne doniesienia sugerują, że będzie tego dużo. Zaś Dave Filoni przyznał, iż pracując nad kolejnymi projektami konsultuje się z Georgem. Podobnie było w początkowej fazie prac nad „Skywalker. Odrodzenie”. Patrząc na poprzednie zweryfikowane doniesienia Doomcocka, można użyć przysłowia z dużej chmury mały deszcz. Więc jeśli faktycznie rozmowy z Lucasem trwają, to może właśnie chodzi o coś innego niż szefowanie Lucasfilmowi. Zwłaszcza, że nie wiadomo, czy wszystkie strony na pewno są tym zainteresowane. Cóż z pewnością za jakiś czas będziemy mogli zweryfikować te doniesienia.
KOMENTARZE (33)

Trylogia sequeli poza kanonem?

2020-07-02 22:37:44

Od kilku dni po sieci krążą pewne plotki, które raczej trudno traktować poważnie. W każdym razie jak to w takich przypadkach bywa, zaczynają żyć własnym życiem i trafiają także do mediów filmowych. W skrócie mowa o tym, że trylogia sequeli przestanie być kanoniczna. Lucasfilm zaś miałby wolną rękę, by rozwijać markę.


Overlord DVD Doomcock

Najpierw jednak warto zadać sobie pytanie, kto stoi za tą plotką. To nasz „dobry znajomy”, Doomcock Overlord DVD. On twierdził, że Jon Favreau i Dave Filoni zakazali wstępu na plan „The Mandalorian” Kanthleen Kennedy. Wspominał też o pokazach testowych Epizodu IX, o tym, że jest nieskończony i że było wiele wersji. Wiele z plotek ma pewne podstawy, choć nie zawsze jest tak jak mówi Overlord, a przynajmniej nie tak dramatycznie.

To, że Disney i Lucasfilm ma problem z trylogią sequeli wiemy i bez Doomcocka. Liczyli na większe zyski, także z dodatków i bezgraniczną miłość fanów. Choć wciąż jest to dochodowy interes, to jednak nie jest tak różowo jak sobie by to Bob Iger wymarzył. I akcjonariusze. I to dla nich właśnie rozważana jest ta akcja. Trylogia sequeli zostałaby w pewien sposób zrebootowana. Nawet jeśli nie nakręciliby kolejnego Epizodu VII, VIII i IX, to kolejne produkcje pomijałyby ich istnienie, lub nawet zaprzeczały. Cała koncepcja miała by bardziej przypominać komiksowe multiwersum, z różnymi liniami czasowymi.

I tu dochodzimy do sedna doniesień Doomcocka. On twierdzi, że skasowanie trylogii sequeli wydarzyłoby się wewnątrz uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. W „Rebeliantach” pojawił się koncept świata między światami, którym Moc łączyła czas i przestrzeń. I to właśnie miałoby zostać wykorzystane do usunięcia trylogii sequeli. Stałyby się one legendami. Overlord DVD dodaje, że sprawcą wykorzystania tych czasowych manipulacji Mocą byłby Palpatine. Na drugiej Gwieździe Śmierci znajdowałaby się sala luster, z której używając technik Sithów , mógłby zmieniać wydarzenia. Tym samym wymazałby sequele.

Oczywiście, w takim przypadku nie ma co oczekiwać, że ktoś to w ogóle skomentuje. Niemniej jednak sam pomysł krąży po sieci i zbiera zwolenników.
KOMENTARZE (35)

Dziwne plotki o serialu Leslye Headland

2020-05-18 21:48:24

O serialu Leslye Headland, wiemy niewiele, poza tym, że ma to być serial w jakiś sposób kobietocentryczny. Nic więcej nie zdradzono. Ale o serialu krążą ciekawe plotki, w których oczywiście pewnie jest trochę prawdy.



Zacznijmy jednak od tego, co w sieci niektórzy traktują jako zarzut wobec Headland. Scenarzystka pracowała w przez pięć lat w wytwórni Miramax, należącej do braci Weinsteinów. Co więcej przez rok, była osobistą asystentką Harveya Weinsteina. Tego samego, który molestował Lupitę Nyong’o i wiele innych kobiet. Owszem jego zachowanie jest karalne i wymiar sprawiedliwości się tym zajął, ale warto jednak pamiętać także o jego dorobku filmowym. To ten miał wpływ na przebieg kariery Leslye. Harvey osobiście wyprodukował takie filmy jak „Gandahar”, „Mój tydzień z Marilyn”, „Gangi Nowego Jorku”, „Pan i władca: Na krańcu świata”, „Zakochany Szekspir”, „Dziewięć” czy „Malena”. W przypadku Headland wspominając o jej pracy, zapomina się na czym ona polegała. Na pomocy w zarządzaniu firmą i produkcją filmów. Innymi słowy, Leslye mogła uczyć się od jednego z najlepszych w branży. No i została zatrudniona przez była asystentkę Stevena Spielberga, która potem stała się słynną producentką, czyli Kathleen Kennedy. Swoją drogą przyłapano Leslye na tym, że pousuwała niedawno swoje stare tweety, więc jak to w takich przypadkach bywa, ludzie drążą.

Na tym kontrowersje się nie kończą. Otóż podobno CEO Disneya Bob Chapek, a także Bob Iger, który miał przejść na emeryturę, ale z powodu COVID-19 pozostaje w filmie jako uber-CEO, byli bardzo zaskoczeni ogłoszeniem tej informacji. Ukazała się ona w Variety, nie jako przeciek, ale jako ogłoszenie. Prezesi Disneya jakoby nic o niej nie wiedzieli i nie spodobało im się to. Jedni twierdza, że poszło o kobiecocentryczność i politykę, inni o grę o wpływy w Lucasfilmie i kontrolę nad „Gwiezdnymi Wojnami” (różne doniesienia o starciach na linii Kennedy - Jon Favreau). Ale chyba podstawowy problem znajduje się właśnie w poprzednim paragrafie. Choć Headland osobiście raczej nie miała nic wspólnego z zachowaniem Weinsteina, to jednak część osób reaguje dziś na jego nazwisko alergicznie. Skojarzenie to nie łatwo wyplenić. Dział prawny i PR Disneya są tym zaniepokojone, nie chcą mieć jakiś kolejnych kontrowersji przy „Gwiezdnych Wojnach” czy innych produktach Disneya. Niektóre doniesienia sugerują, że umowa z Headland została podpisana bez konsultacji z tymi działami i obaj panowie są zaskoczeni, no i tym samym niezbyt zadowoleni.

A wygląda na to, że w Disneyu jakiekolwiek zbędne kontrowersje są obecnie niemile widziane. Zarząd robi wszystko by firma stanęła na nogi i znów była zyskowna. Iger został w firmie, by ją ratować, ale w obliczu COVID-19 ma trochę małe pole do manewru. Parki są zamknięte (choć w Orlando obecnie wiceprezydent USA Mike Pence, rozważał w jakim rygorze powinny działać po otwarciu), kina są zamknięte, produkty licencjonowane też nie przynoszą tyle zysku (bo ludzie zajmują się innymi rzeczami). Najlepszą metodą jest przeczekać ten czas i to właśnie robi Disney, jednocześnie zabezpieczając się na przyszłość, choćby przesuwając premiery filmów. Niestety nikt nie wie, ile jeszcze ta sytuacja potrwa. Obecnie Disney podpisał umowy z bankami, na mocy których ma otwartą linię kredytową na 13 miliardów USD. 5 miliardów to kredyt który wygaśnie za rok (o ile nie zostanie przedłużony), 4 miliardy USD to kwota z którą Disney musi się rozliczyć w 2023. Cześć zadłużenia rozłożone nawet do lat 60. Holding wydaje się być gotowy na dużo gorszy scenariusz niż obecny. Natomiast w obliczu takich wyzwań, faktycznie mogli być zaskoczeni tym, że o nowym serialu dowiedzieli się z mediów. A czy jest tam coś więcej, tego na razie nie jesteśmy w stanie zweryfikować.
KOMENTARZE (19)

Tatooine miało być w „Galaxy’s Edge”

2020-05-05 20:48:49



Jak wiemy „Galaxy’s Edge”, czyli ten wymarzony Star Wars Land nie okazał się być taką rewelacją na jaką wszyscy czekali. Po części za efekt odpowiada obecny CEO Disneya, czyli Bob Chapek, który zasłynął cięciem kosztów i to jemu także przypisuje się wpływ na decyzję o uruchomieniu „Galaxy’s Edge” przed ukończeniem wszystkich atrakcji. Choć ponieważ, atrakcję tę budowano jedynie w stanach, to bezpośrednią odpowiedzialną za ten stan rzeczy, była Catherine Powell, ówczesna podwładna Chapeka.

Ale to już zdążono naprawić. Natomiast okazuje się, że ciekawych konceptów było więcej, lecz nie zostały one zrealizowane. Dan Cockerell, były wiceprezes Disneya odpowiedzialny niedawno wypowiedział się na ten temat, zdradzając kilka szczegółów. Otóż chciał, byśmy wychodząc ze „Star Tours” mogli wyjść na Tatooine i skierować swoje kroki do kantyny Mos Eisley. Pomysły według niego były. Co więcej pracowali nad koncepcją kantyny przez prawie dwa lata.

Wszystko szło nieźle, aż do pewnego spotkania z Bobem Igerem, wówczas CEO Disneya, obecnie osobą, która de facto pociąga za wszystkie sznurki, i Kathleen Kennedy. Wówczas Kathleen zapytała, czy na pewno chcą budować Tatooine. To były „Gwiezdne Wojny”, które wspominają pięćdziesięciolatkowie. I zasugerowała, by zbudować coś bazującego na nowych filmach. Tych historii niebawem będzie więcej, niż tych starych, a ponadto będą lepiej rozpoznawalne dla młodszego pokolenia. Iger przystał na to rozwiązanie, a pomysł z Kantyną poszedł w odstawkę. Obecnie plany znajdują się w skarbcu Disneya. Może kiedyś zostaną pokazane publicznie.

Cockerell wspomniał, że to nie jedyna atrakcja związana z oryginalną trylogią, która nie dotrwała do fazy realizacji. Prace nad nowymi atrakcjami związanymi z „Gwiezdnymi Wojnami” trwały od 2011 i wówczas chciano budować park wokół „Star Tour”, dodając kolejne rozrywki. Wśród nich była walka na Endorze, gdzie jeździlibyśmy na skuterach oraz obiadowe przedstawienie w Pałacu Jabby. Te atrakcje były jeszcze w planach w 2013. Wówczas wciąż „Galaxy’s Edge” był jeszcze luźnym pomysłem, a same nowe atrakcje miały stanowić tylko i wyłącznie rozwinięcie istniejącego parku. Oficjalnie „Galaxy’s Edge” ogłoszono dopiero w 2015.
KOMENTARZE (22)

Alternatywne tytuły „Łotra 1”

2020-04-16 19:45:47



W niedawno udzielonym wywiadzie dla IGN scenarzyści „Łotra 1” (Gary Whitta i Chris Weitz) zdradzili jak mógłby brzmieć tytuł filmu, gdyby zarząd Disneya podjął inną decyzję. W pewnym momencie posiadali całą listę możliwych tytułów, które rozważali, a nawet głosowali nad tym, który im się bardziej podoba. Wśród propozycji znalazł się między innymi „Star Wars: Rebellion”, „Dark Times” i „Shadow of the Death Star”. Gary Whitta przyznał, że o ostatecznym tytule dowiedział się z przemówienia jakie Bob Iger wygłosił na spotkaniu dla akcjonariuszy - decyzja zapadła więc na dużo wyższym poziomie, ale została wybrana z ich propozycji.
KOMENTARZE (8)

Bob Iger rezygnuje ze stanowiska szefa Disneya

2020-02-26 16:02:05

Dziś rano świat obiegła dość sensacyjna wiadomość. Bob Iger, CEO Disneya, najważniejsza osoba całego holdingu zrezygnował ze stanowiska. Jego miejsce, w trybie natychmiastowym, zajmie Bob Chapek. To dość niespodziewana wiadomość. Spowodowała spadek kursów akcji Disneya.

Bob Iger ma podpisany, wydłużony zresztą, kontrakt do końca 2021. Obecnie zajmie nowe stanowisko, prezesa wykonawczego i będzie wdrażał Chapeka, który będzie podlegał Igerowi. Jednocześnie Iger wciąż będzie nadzorował toczące się projekty, jak fuzja z 21 Century Fox, uruchomienie Disney+ i tak dalej.



Chapek dotychczas był szefem parków Disneya. Zasłynął tam z oszczędności. Będzie ósmym CEO Disneya w historii. Uchodzi też za człowieka Igera i raczej będzie kontynuatorem jego polityki. Chapek może poszczycić się otwarciem parków w Szanghaju (pierwszy park w Chinach) i rozbudową obecnych parków. Jedną z nich było „Galaxy’s Edge”, acz w tym wypadku Chapek nadzorował tę atrakcję dopiero przy okazji uruchomienia. Swoją drogą jest mikrobiologiem z wykształcenia.

Dlaczego akurat teraz Bob Iger zrezygnował ze stanowiska akurat teraz? Po sieci można znaleźć wiele teorii. Oczywiście jedna z nich dotyczy tego, że „Gwiezdne Wojny” sprzedały się poniżej oczekiwań. Ale to chyba nie to. Druga mówi o dochodzeniu przeciw Disneyowi, które prowadzone jest w Stanach. Była księgowa Disneya, Sandra Kuba twierdzi, że przychody firmy są zawyżane od 18 lat. Podobno księgowano pieniądze za usługi, które dawano klientom za darmo. Dochodzenie prowadzi Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd.

Jest jeszcze trzecia sugestia, związana z dalszymi planami Boba Igera. Wydana w zeszłym roku autobiografia i częstsze, acz wciąż ostrożne, komentarze polityczne mogą sugerować, że Bob poważnie rozważa start w wyborach prezydenckich w Stanach w 2024. Jednocześnie jeśli chodzi o przychody, rok 2019 dla Disneya był rekordowy. W roku 2018 tylko 3 filmy Disneya przyniosły przychód powyżej miliarda USD globalnie (2 pozostały nie były Disneya). W 2019 było ich 7 z 9 (z tym, że jeden z tych dwóch pozostałych jest związany z Marvelem). Takim wynikiem Disney raczej nie będzie w stanie się pochwalić w 2020. W harmonogramie premier brakuje aż tak dużych hitów. Jednocześnie uruchomienie Disney+, przejęcie Foxa, Pixara, Lucasfilmu i Marvela stawiają Igera w pozycji cudotwórcy. Tą trudno byłoby utrzymać w ciągu następnych dwóch lat. Obecny harmonogram premier kinowych Disneya nie ma aż tylu potencjalnych hitów. Jednocześnie potencjalne przejęcie MGM może być trudniejsze, ze względu na konkurencję żywo zainteresowaną zakupem firmy. Dodatkowo brak wielkich wyzwań na horyzoncie. Natomiast zmiana ściąga z niego odpowiedzialność, a przy tym gwarantuje większość przywilejów, przy tym pozwalając mu odejść w momencie, gdy jego osiągnięcia lśnią najlepiej.

Temat na forum.
KOMENTARZE (18)

Zdjęcia do serialu o Cassianie Andorze ruszą w tym roku

2020-02-13 21:50:50

Diego Luna w rozmowie z ET potwierdził, że serial o Cassianie Andorze powstaje, on zaś jest już gotów. Zdjęcia mają ruszyć w tym roku (nie zdradził jednak miesiąca). Aktor dodał, że nie wie za dużo na temat samego serialu, ale czytał już część scenariuszy i jest nimi podekscytowany.



Mówił też, że to trochę inne podejście do „Gwiezdnych Wojen”, ale jednocześnie sprawa wygląda tu jak z „Łotrem 1”. W obu przypadkach znamy zakończenie, ale nie wiemy w jaki sposób wszystko się wydarzyło.

Przypominamy, zdjęcia do serialu o Cassianie miały się rozpocząć w zeszłym roku, ale zostały przesunięte. Do ekipy dołączył Tony Gilroy i przejął projekt. Wygląda na to, że groźba skasowania serialu została zażegnana. Przygody Cassiana i K-2SO (w tej roli Alan Tudyk) zobaczymy na Disney+ w 2021.

Przypominamy, że pojawiła się też plotka o zaangażowaniu George’a Lucasa, ale szybko została zdementowana.

Z plotek o kolejnych serialach wraca ta o kontynuacji „Hana Solo”. Wpisuje się ona w wypowiedź Boba Igera o możliwych spin-offach seriali. Więc, jeden mógłby być kontynuacją „Hana” w jakiś sposób (możliwe że koncentrowałby się na Szkarłatnym Świcie), zaś kolejny serial mógłby być o Lando. Tu przypominamy, że przed premierą „Hana Solo” Kathleen Kennedy mówiła, że kontynuacja tego filmu może właśnie koncentrować się na Lando.
KOMENTARZE (22)

„Kenobi” jednak filmem?

2020-02-08 08:06:56

Coś się dzieje z serialem o „Kenobim”, acz w chwili obecnej z powodu różnych, często sprzecznych informacji, trudno dokładnie określić, w czym tkwi problem. Jakiś czas temu pojawiła się informacja, że ekipę pracującą nad serialem odesłano do domu. Dokładnie to samo wcześniej pisano o Cassianie Andorze. Zatem może znów mamy tu sytuację, że plotki o dwóch serialach się mieszają, powielają, albo są dość podobne.



W przypadku serialu o Obi-Wanie, na razie wiemy i niedawno ponownie potwierdził to Ewan McGregor, że zdjęcia zostaną przesunięte na początek przyszłego roku. Zdaniem McGregora scenariusze są dobre, ale muszą być doszlifowane.

Inne źródła sugerują, że Hossein Amini nie będzie już odpowiedzialny za scenariusz. Wśród potencjalnych kandydatów do zastąpienia go są: Dave Filoni oraz Christopher Yost. Pierwszego przedstawiać nie trzeba, drugi był między innymi scenarzystą „Rebeliantów”.

Ale dalej dochodzimy do ciekawszych plotek, bowiem podobno z 6 zaplanowanych scenariuszy, dwa zostały ukończone. Lub jak sugerują inne źródła, dwa zostały zaaprobowane i będą rozwijane. To wiąże się wprost z tym, że serial o Kenobi może mieć mniej odcinków. A jeśli faktycznie byłby to tylko dwa, możliwe, że Lucasfilm zdecyduje się na to by zmienić format tej produkcji i ponownie zrobić z niej film. Takie też chodzą spekulacje. Być może w 2022 zobaczymy właśnie Kenobiego w kinie a wyreżyseruje go Deborah Chow. Potwierdzenia tej informacji doszukuje się w niedawnej wypowiedzi Kathleen Kennedy. Natomiast za filmem przemawia jeszcze jedna rzecz. Jeszcze przed premierą „Hana Solo” film o Kenobim był rozwijany, dopiero potem został zmieniony na serial. Stan przygotowań powinien pozwolić spokojnie zamknąć cały projekt przed 2022, a jednocześnie dać więcej czasu na przygotowanie innych filmów.

Przeciw tej opcji świadczą niedawne wypowiedzi Boba Igera, który wprost mówił o serialach o Cassianie i Kenobim. Czy zobaczymy film, czy serial to obecnie tylko i wyłącznie spekulacje.

Natomiast wśród szalonych plotek pojawił się opis fabuły serialu. Potencjalne spoilery poniżej. Sharad Hett ukrył się wśród Tuskenów po rozkazie 66. Hett wyczuwa Luke’a na Tatooine i zdaje się rozumieć, kto to jest. Więc postanawia go zabić, by młody Skywalker nie ściągnął Vadera czy Palpatina na Tatooine. Tymczasem Obi-Wan choruje na depresję i poszukuje wewnętrznego spokoju. Będzie musiał znaleźć siłę, by stanąć do walki z Hettem i ocalić Luke’a. W walce miał użyć zarówno swojego miecza jak i miecza Anakina, a na koniec serialu zamknąć ten drugi w skrzyni i obserwować młodego Luke’a z oddali.

Przy okazji, skoro już wspomnieliśmy o serialu o Cassianie, to ostatnio pojawiła się plotka, że w jego produkcję ma być zaangażowany George Lucas. To oczywiście fake news.
KOMENTARZE (24)

Baby Yoda dalej święci tryumfy

2020-01-20 20:42:58

O małym Yodzie już pisaliśmy nie raz, ale w temacie wciąż się dziele. Jon Favreau zamieścił twitta, na którym George Lucas na planie „The Mandalorian” zapoznaje się z kukiełką.



Bob Iger tymczasem wspomógł na twitterze drużynę NFL - Green Bay Packers.



Ale nie jest tak różowo. Disney zawalił sprawę związaną z zabawkami i figurkami z dzieckiem Yodą, a na zainteresowanie odpowiedzieli rzemieślnicy. Ich dzieła, które nie mają licencji i często są robione ręcznie, można znaleźć na takich portalach jak Etsy. Owszem, strategia Lucasfilmu i Disneya była zrozumiała, chcieli zachować w tajemnicy tego bohatera, ale potem nie potrafili zareagować. Teraz ścigają rzemieślników za to, że wypełniają niszę na rynku. Disney wysłał do nich wezwanie do usunięcia wszelkich produktów nawiązujących do „The Mandalorian”, w szczególności pluszowych Baby Yoda. W dodatku wygląda na to, że działania Disneya okazały się być połowiczne. Nastraszono część rzemieślników, ale nie wszystkich. Część sprzedawców nadal oferuje tego typu produkty, niektórzy wręcz wciąż trzymają się nazwy Baby Yoda.

O bohaterze, którego rasy nie znamy, mamy problem z jego określeniem, oraz wątpliwości co do płci (takie też pojawiają się plotki w sieci), wypowiedział się Giancarlo Esposito czyli Moff Gideon. Stwierdził, że za zainteresowaniem jego postaci dzieckiem Yodą stoi bardzo czysty motyw. Gideon pragnie władzy, która potrafi osiągnąć w jeden sposób, ale nie w każdy, więc zależy mu na tym by przypodobać się komuś innemu z kim można współpracować. Czy to mały Yoda, czy może inny użytkownik Mocy, na razie trudno stwierdzić. Może w drugim sezonie.
KOMENTARZE (12)

Nowe przecieki o zamieszaniu z „Skywalker. Odrodzenie”

2020-01-03 07:31:45

Wygląda na to, że więcej się działo z zamieszaniem wokół Epizodu IX niż producenci chcą przyznać. Na reddicie pojawiły się nowe przecieki. Tak jak w przypadku poprzednich należy je potraktować jako historyjkę, zawierającą pewne fakty (trudno określić które), a nie jako prawdziwą wersję wydarzeń. Zwłaszcza, że ta potwierdza niektóre elementy, o których czytaliśmy wcześniej. Publikujący podobno rozmawiał z kimś blisko powiązanym z produkcją „Skywalker. Odrodzenie”.

Disneyowi bardzo zależało na tym filmie, ale problem polegał na tym, że Disney miał wobec niego własne plany. I jak to bywa w korporacji, plan nie musi być zrealizowany, ważne by dało się udowodnić sukces przed akcjonariuszami. Wg źródła przecieku, J.J. był bardzo w porządku wobec wszystkich na planie i bardzo mu zależało, by tego filmu nie „schrzanić”. Ale ostateczna wersja i to jak Abrams został potraktowany przez Disneya, jest dokładnie tym, czego J.J. nie chciał. Tu podobno doszedł jeszcze jeden problem. Abrams podpisał kontrakt z Warner Bros, na mocy którego ma się zająć postawieniem uniwersum DC na nogi. Disney licytował się z Warnerem w sprawie kontraktu z Bad Robot, ale zależało im tylko na Abramsie. By nie dotykał DC. Dziś perłą w koronie Disneya jest Marvel, który jest także silny słabością swojego konkurenta. Tak więc Abrams u sterów DC byłby dużym zagrożeniem dla Disneya.

Natomiast wracając do Epizodu IX. Wielu członków ekipy było zdziwionych tym, co zobaczyło na ekranie, to nie był film nad którym pracowali. J.J. podobno jest załamany tym, co zobaczył. Wynika to wprost z tego, że przez ostatnie 6 miesięcy Disney coraz bardziej wtrącał się w film, żądając zmian i wprowadzając je. Wiele rzeczy zmieniono w post-produkcji, nawet wypowiedzi aktorów były zmienione. Zaś Abrams jako reżyser nawet nie zdawał sobie sprawy, z wszystkich zmian jakie wprowadzono za jego plecami. Co więcej, czuł się zagrożony i zdominowany przez Disneya (nie fizycznie).

Źródło podaje, że Disney nigdy nie chciał by Rian Johnson robił Epizod IX. Nawet jeśli Rian takie rzeczy opowiada, to nigdy nie było prawdziwej dyskusji na ten temat. Ale Abrams wrócił do Epizodu IX za sprawą Boba Igera, nie Kathleen Kennedy. Disney chciał, by „Skywalker. Odrodzenie” było mniej kontrowersyjne i żeby było więcej fan-service’u. J.J. się zgodził, w zamian za uzyskanie większego wpływu na decyzje kreatywne. Nie chciał, by znów wyglądało to jak w przypadku „Przebudzenia Mocy” (gdzie Disney wciąż miał duży wpływ). Początkowo umowa wyglądała dobrze, zaczęła się psuć podczas kręcenia filmu. Abrams chciał nakręcić pewne sceny, ale Disney się nie zgadzał, tłumacząc to cięciami budżetu. W maju 2019 Abrams dalej walczył z Disneyem nad kluczowymi dla niego scenami w filmie. Jedną odpuścił. Inne kręcił w końcu w lipcu 2019 a nawet w październiku 2019 w studiach Bad Robot.

Jedną z tych ważnych scen dla Abramsa było to, co Kevin Smith określił jako roztopienie mózgu. Nie chodziło o głowę Imperatora. W filmie mieli pojawić się Samuel L. Jackson, Hayden Christensen, czy Ewan McGregor ale nie jako głosy, tylko jako duchy Mocy. Aktorzy w kostiumach mieli wspierać Rey w finalnej walce. Disney zdecydował to wyciąć, ponieważ w Chinach źle są widziane duchy (choć źródło nie potwierdza tego w 100%). By nie denerwować chińskich cenzorów, nawet kolor poświaty Marka Hamilla był zrobiony tak, by był w miarę neutralny. Spece od efektów mieli opisany kolor, którego mieli używać. Wycięcie tej i wielu innych scen, było ciosem dla Abramsa, bo on nie potrafił już dostrzec w tym filmu, który chciał zrobić i nad którym pracował. Podobno nawet na jednym ze spotkań stracił panowanie nad sobą i zapytał, dlaczego nie powiedzą, że film został napisany i wyreżyserowany przez Lucasfilm. A J.J. jest raczej człowiekiem spokojnym, który nie wybucha. Źródło jednak nie wie, jak skończyła się ta wymiana zdań.

Disney poza wycinaniem domagał się nagrywania specjalnych scen. Jedna z nich, to scena, której w filmie J.J. nie lubi najbardziej. Miała ona pomóc w sprzedaży zabawek. To scena z „oni teraz latają”. Jak ją Abrams zobaczył, to podobno ją wyśmiał.

J.J. pytany o krytyczne uwagi wobec „Skywalker. Odrodzenie” często przyznaje im rację i robi to szczerze, by nie powiedzieć nic więcej.

W styczniu J.J. gdy jeszcze miał nadzieję, że coś z tego wyjdzie, poszedł do Disneya i poprosił, aby film podzielić na dwie części. Zrobić z tego dwa Epizody lub coś w ten deseń. Dokładnie to samo mówił niedawno Chris Terrio. Disney powiedział „Nie”. Krakowskim targiem, ustalono, że film będzie trwał koło trzech godzin. (To się pokrywa z informacjami o których pisaliśmy w sierpniu). Wersja Abramsa z początku listopada miała 3 godziny i 2 minuty. Walka trwała i ostatecznie stanęło na filmie, który miał mieć 2 godziny i 37 minut. I tu źródło podaje, że ta wersja była obowiązująca jeszcze na początku grudnia. Tyle, że zobaczyliśmy wersję o długości 2 godzin i 22 minut, zaś informacje o tej długości pochodzi jeszcze z końca listopada. Wersja kinowa nie jest więc zaaprobowaną przez Abramsa. Poza duchami brakowało tam kilku istotnych, emocjonalnych scen. Abrams jakoby określił to, co zobaczył mianem dziwnych przeskoków posklejanych taśmą klejącą słabej jakości.

Inne przykłady wyciętych scen, to rozmowa Rose z Rey o tym, ze Poe wkurzy się, gdy zobaczy, co się stało z BB-8, zresztą Rose miała mieć większą rolę, oraz dłuższa scena pocałunku komandor D'Acy z jej dziewczyną. Miały się trzymać za rękę i być bardziej widoczne. Disney wyciął, ponieważ to co zostało na ekranie łatwiej dało się wyciąć z wersji w Singapurze, Emiratach i kilku innych krajach. Zresztą podobnie było z ewentualnym romansem Finna i Poe, co chciał zobaczyć Oscar Isaac. Disney powiedział twarto – „Niet”. Również scena na Mustafar z Kylo Renem miała być dłuższa. W skakaniu przez przestrzeń kosmiczną mieliśmy zobaczyć Kashyyyk, Naboo czy Kamino. Zaś scena z górą lodową była inspirowana grą Rebel Assault II: Hidden Empire w którą Abrams grywał wiele lat temu. Mieliśmy też dowiedzieć się, że Jannah to córka Lando. Finn miał w końcu przyznać, że jest czuły na Moc, zresztą mieliśmy to zobaczyć podczas walki na niszczycielu, gdzie udałoby mu się tej Mocy użyć. Wycięto, zastąpiono BB-8. Abrams musiał walczyć też o zostawienie Babu Frika. Zostało go niewiele. Włodarze Disneya bali się, że to kolejny Jar Jar Binks, a okazało się, że sympatyczny kosmita stał się ulubieńcem internetu. Wszystkie ocalałe sceny z Babu Frikiem możecie zobaczyć poniżej. Popularność Babu zaskoczyła dział marketingu Disneya (podobnie jak było z Baby Yodą). Za Babu odpowiada J.J. Abrams osobiście. Poświęcił dużo czasu i energii by stworzyć tę wspaniałą postać.



Wycięto też sceny ukazujące zamęt w głowie Kylo Rena. J.J. nie chciał by Ren i Rey pocałowali się na koniec, w ogóle nie podobał mu się pomysł Reylo, ale w Disneyu uważali, że to musi koniecznie znaleźć się w filmie i zadowoli fanów. Efekt był taki, że gdy Abrams oglądał ostateczną wersję i zobaczył jaką muzykę podłożono do walki Kylo Rena z rycerzami Ren rzucił tylko „what the fuck”. Podobno ekipa stoi za Abramsem, wersja Abramsa nadal istnieje, ale to nie jest film, który Disney chciałby upublicznić. Choć kto wie, może kiedyś wycieknie.

W sieci zaś już się pojawił hasztag #ReleaseTheJJCut. Ludzie chcą zobaczyć wersję nad którą podobno pracował Abrams.

Z innych wieści Maryann Brandon, montażystka filmu, która od lat współpracuje z Abramsem, przyznaje, że mieli za mało czasu na montaż. Podobno chcieli przesunąć premierę o trzy miesiące, ale Disney powiedział „nie”. Wszystko było robione w pośpiechu, co się odbiło jej zdaniem na finalnym efekcie. J.J. pracował ponad swoje siły, próbując wszystko dopiąć. W przypadku „Przebudzenia Mocy” mieli te trzy miesiące więcej i dało to radę. Maryann wspomina, że montowała praktycznie na planie, a J.J. patrzył na to w przerwie między ujęciami.
KOMENTARZE (65)
Loading..