nawiązania :: Newsy

„Scorekeeper”, czyli trandoszański „Predator”

6

Co by było gdyby „Gwiezdne Wojny” spotkały „Predatora”? Tego nie wiemy, ale powstała fanowska produkcja grupy Creative Force Films, która po części próbuje na to odpowiedzieć, trzymając się ram gwiezdno-wojennego uniwersum. Tytuł „Scorekeeper” zdradza bardzo dużo, tak bowiem trandoszanie nazywają swoja boginię, no i wielbią ją łowami, więc łatwo zgadnąć kto będzie predatorem. Zaś nawiązań, czy to do „Łotra 1”, czy do pewnych komiksów Marvela znajdziemy w tym filmie więcej. Można go oglądać poniżej.



Dla przypomnienia, Dave Filoni w „Wojnach klonów” zainspirował się już „Predatorem”. Pisaliśmy o tym tutaj.

„Przebudzenie Mocy” wersja policyjna

interia
4

Centralne Biuro śledcze Policji, hiszpańska Gwardia Cywilna i policja sądowa, a także Europol i Eurojust zorganizowały sobie akcję pod kryptonimem „Przebudzenie Mocy”. Hiszpanie raczej używali jedynie słowa „Moc”, ale u nas policjanci zrobili takie małe nawiązanie. Dalej już gwiezdno-wojenny trop się kończy.

Akcja ruszyła 3 lutego. W Grenadzie, Maladze, i w Walencji 550 funkcjonariuszy wspieranych przez helikoptery i drony dokonało rewizji podczas których zarekwirowano półtorej tony marihuany i haszyszu, a także kokainę (narkotyki były warte 90 milionów PLN w cenach hurtowych), broń palną, dobra luksusowe i pieniądze. Aresztowano obywateli Polski, Litwy, Maroka i Hiszpanii. Zlikwidowano 18 plantacji konopi. Plantacje te często są organizowane w domach i sztucznie naświetlane.

Policji gratulujemy sukcesów i ciekawe czy zobaczymy potem akcję „Skywalker. Odrodzenie”?

„Skywalker. Odrodzenie” z miliardem USD

23

Epizod IX w końcu przebił magiczną barierę miliarda USD na świecie. Potrzebował na to jakieś 26 dni. Obecnie w USA „Skywalker. Odrodzenie” zgromadziło już 481 milionów USD. Film J.J. Abramsa zrównał się tym samym z „Łotrem 1”, który miał tę samą kwotę w analogicznym okresie (26 dni). „Łotr” jednak potrzebował więcej czasu by dołączyć do grona miliarderów, głównie za sprawą wyników zza granicy. Ostatecznie pierwszy spin-off poza Stanami zarobił 523,8 miliona USD, podczas gdy „Skywalker. Odrodzenie” już ma 519 milionów USD. Epizod IX wyprzedził „Łotra 1” w takich krajach jak Polska, Meksyk, Czechy, Niemcy, Japonia, Rosja, Indie, Hiszpania czy Szwajcaria. Zdecydowanie słabo film sprzedaje się w Chinach (na razie 20 milionów USD, czyli trochę lepiej niż „Han Solo”).



Z ciekawostek warto chwilę poświęcić masce Kylo Rena. Jak pewnie wszyscy pamiętamy, gdy Ralph McQuarrie zajmował się projektowaniem „Nowej nadziei”, jedną z inspiracji na Vadera i jego maskę była Japonia. Jeszcze przy „Przebudzeniu Mocy” Abramsowi bardzo zależało, by tą maską nawiązać trochę do Vadera, ale przy IX Epizodzie sięgnięto po kolejną japońską inspirację. W filmie widzimy, jak ekscentryczny Albrekh, będący alchemikiem Sithów i kowalem, wykorzystuje sarrassiańskie żelazo, by na nowo przekuć maskę Kylo Rena. Pozostają na niej czerwone, widoczne ślady.



To właśnie jest inspiracja Japonią. W Kraju Kwitnącej Wiśni istnieje sztuka zwana kintsugi lub kintsukuroi, czyli tak zwane naprawianie złotem. Polega to na łączeniu zniszczonych, połamanych wyrobów ceramicznych, spoiwem, wzbogaconym o metale szlachetne, np. złoto, srebro czy platynę. W efekcie przedmiot zostaje naprawiony, ale łączenia są nie tylko widoczne, ale nie dość, że bardzo rzucają się w oczy, to jeszcze mocno się wyróżniają, tworząc nową jakość. W IX Epizodzie w ten sposób dostaliśmy twarzową maskę Kylo Rena. Abrams potwierdził w jednym z wywiadów, że to japońskie nawiązanie było zamierzone.

Nawiązania w „Hanie Solo” oraz finalny wynik filmu

37

„Han Solo” skończył swój kinowy żywot. Film Rona Howarda zarobił w USA 213,58 miliona USD. To o cztery miliony więcej niż „Imperium kontratakuje” w latach 80. Tyle, że gdyby uwzględniono inflację to V Epizod zarobiłby na dzisiejsze standardy mniej więcej 731 milionów USD. „Han Solo” niestety został w tyle za wszystkimi poprzednimi aktorskimi filmami z serii.

Nie lepiej wygląda rynek zewnętrzny. Poza Stanami film zarobił sumarycznie 179 milionów USD (czyli na całym świecie 392,85 miliona USD). Najlepiej wypadła Wielka Brytania (25 milionów), Japonia (18 milionów), Niemcy (niecałe 17 milionów) i Chiny (16 milionów). Dla porównania „Ostatni Jedi” w Chinach zarobił 42 miliony USD, a został szybko zdjęty z kin, bo miał katastrofalne spadki i recenzje.

W Polsce „Hana Solo” obejrzało ponad 0,5 miliona widzów. Film u nas zarobił jakieś 3,6 miliona USD. Gdyby nie olbrzymie koszty, w tym powtórne kręcenie filmu, obraz zarobiłby bez problemów na siebie.

Za to w można obejrzeć bardzo ciekawy filmik, który przygotował J. Patrick Stublen, w którym ukazuje on nawiązania do innych filmów w „Hanie Solo”. Howard oraz obaj Kasdanowie nawiązywali zarówno do innych „Gwiezdnych Wojen” („Nowa nadzieja”, „Imperium kontratakuje”, „Powrót Jedi”, „Mroczne widmo”, „Ostatni Jedi”), „Indiany Jonesa”, wielu westernów, „Szeregowca Ryana” Stevena Spielberga, „Mad Maxa”, czy filmów sensacyjnych. Tu warto przypomnieć, że Lawrence Kasdan odpowiadał za kształt V i VI Epizodu, a także Indiany Jonesa. John Kasdan obecnie pracuje nad piątym filmem z tegoż cyklu. Zaś Ron Howard był konsultantem przy „Mrocznym widmie” i jednym z potencjalnych, acz niedoszłych reżyserów I Epizodu.

Homages in Solo from J. Patrick Stublen on Vimeo.

P&O 286: Jak to jest z Klaatu, Nikto i Baradą?

6



P: Dlaczego Klaatu jest uznawany za Nikto, myślałem, że to Klaatu. I dlaczego Barada jest Klatoonianinem, podczas gdy byłem przekonany, że to Barada.

O: Fani SF rozpoznają „Klaatu, Barada, Nikto” jako wspomnienie Klaatu, istoty z „Dnia w którym stanęła Ziemia”. To słowo jest także znane dzięki Ashowi (Bruce Campbell) z „Armii Ciemności”, gdzie uznano to za starożytną inkarnację. Ale fani „Gwiezdnych Wojen” z pewnością rozpoznają w tych trzech słowach pomocników Jabby.

Dawno temu, na początku lat 80., podczas kręcenia „Powrotu Jedi”, stwory które stworzono nie mały imion, ale powoli nadawano je im, często bez specjalnych zasad. I tak fani klasycznych filmów nazwali kosmitów w tle jako „Nikto”, „Klaatu” czy „Barada”, to było naturalne. Część z nich było nazwami indywidualnymi (jak Barada), a inne opisywały cały gatunek (jak Nikto). Klaatu to specyficzny przypadek, gdyż w innych stadiach produkcji był on oznaczony jako Wooof. Ale i tak jest przynajmniej trzech Klaatu w „Powrocie Jedi”.

W latach 90. West End Games rozpoczął uzupełnianie historii obcych z tła, wtedy właśnie ujawniono, że Barada jest Klatooininem i pochodzi z planety Klatooine. Natomiast „Adventure Journal” uznał, że obcy wyglądający tak paskudnie jak Klaatu to Vodranie, a w innym numerze ustanowiono, że Nikto pochodzą z planety Kintan.

A cały problem rozpoczął się w sposób dość zabawny. W powieści Dziedzic Imperium, Timothy Zahn, opisując scenę z tłumem na Bimmisaari napisał o kilku Baradach. To oczywiście błąd, powinno być kilku Klatooinian, natomiast „A Guide to the Star Wars Universe”, w drugim wydaniu zauważył, że Klaatu był strażnikiem z gatunku Nikto. To znaczy, że nie ma gatunku Klaatu, ale co z Vodranami?

W tym samym czasie „Galaxy Guide 12: Aliens-Enemies and Allies” wprowadził gatunki Klatooinian, Vodranów i Nikto. Tyle, że „The Guide to the Star Wars Universe” pojawił się pierwszy i nie miał informacji zawartych w „Galaxy Guide”. Redaktorzy z West End Games poprawili w tym momencie historię zieolonoskórych obcych pokroju „Klaatu”. Opisano też historię Klatooininan wspominając, że wśród nich był jeden imieniem Barada M’beg, a jego historia i losy spowodowały, że wielu jego współbraci nazywało dzieci jego imieniem (by uzasadnić możliwość określenia terminem Baradowie grupy Klatooininan).

Z Vodranami zrobiono jeszcze jeden zabieg, kosmetycznie ich poprawiono bazując na konceptach i wyglądzie Klaatu, ale ostatecznie stali się nowym gatunkiem obcych nie powiązanym z filmami.

K: Na koniec kilka zdjęć:


Klaatu z gatunku Nikto


Barada z Klatooine


Vodranin

Ciekawostki o „Ostatnim Jedi”

14

„Ostatni Jedi” zbliża się do miliarda USD w globalnym rozrachunku, cały światowy box office znów jest zdominowany przez Gwiezdną Sagę. W ten weekend Epizod VIII powinien przekroczyć magiczną liczbę 500 milionów USD w Stanach i pewnie podobną poza granicami (obecnie ma 483 miliony USD w USA i 469 milionów USD poza). Drugi weekend VIII Epizodu był w USA o 15 milionów lepszy niż wynik „Łotra 1”, no ale jednocześnie o 90 milionów gorszy od „Przebudzenia Mocy”. Wciąż jednak to imponujące osiągnięcie. Warto przypomnieć, ze w Stanach „Łotr 1” był największym hitem 2016. „Ostatni Jedi” nie powinien mieć problemów z powtórzeniem tego sukcesu. Uczyni to prawdopodobnie w ten weekend. Na razie największym tegorocznym hitem jest „Piękna i Bestia” z 504 milionami USD.

Zostając przy zarobkach. Sumarycznie trzy filmy Disneya zarobiły już 4 miliardy USD, czyli tyle ile mniej więcej kosztował Lucasfilm. Mówimy tu tylko o wpływie z biletów.

Narosło trochę kontrowersji w sprawie Marka Hamilla i jego oceny „Ostatniego Jedi”, o czym pisaliśmy tutaj. Mark raz mówił tak, innym razem inaczej, trudno wyłapać, które wypowiedzi są bardziej aktualne, zwłaszcza, że filmiki z sieci znikają. W każdym razie Hamill przeprosił na twitterze, za to, że wyrażał swoje prywatne zdanie i wątpliwości publicznie. Jak stwierdził, różnice twórcze to normalny element pracy nad projektem i zazwyczaj nie wypływają. Wszyscy chcieli dostać dobry film. Mark twierdzi, że „Ostatni Jedi” Riana Johnsona jest wspaniały.



Ale to nie koniec tweetów od Marka Hamilla. Otóż potwierdził on, że jego dzieci zagrały małe rólki w filmie. Nathan, Griffin i Chelsea pojawili się między innymi w Słowniku ilustrowanym jako Saile Minnau, Salaka Kuchimba i Koo Millham. Warto przypomnieć, że Nathan ma już na koncie kameo w „Mrocznym widmie” jako widz na wyścigu podów i strażnik Naboo.



Można je też zobaczyć na kadrze z filmu.



Pablo Hidalgo potwierdził, że scena w „Łotrze 1” w którym Jyn Erso przegląda listę projektów Imperium i mówi o systemie śledzenia w nadprzestrzeni, to był celowy zabieg łączący oba filmy.

Z koeli Rian Johnson przyznał, iż rozważał wprowadzenie Landa w „Ostatnim Jedi”. Jednak tego nie zrobił, głównie ze względu na postać DJa i Benicio Del Toro. DJ w pewien sposób pełni rolę bardzo podobną do Landa w „Imperium kontratakuje”. Zresztą Lando w wersji Johnsona też miał wystawić bohaterów, ale jak to w jego przypadku bywa, nie do końca. W przypadku DJa nie oczekujemy nagłej zmiany stron, u Lando musiałoby się tym skończyć.

Johnson wspomniał także o scenie z wizją Rey na Ahch-To. Nakładają się tam dwie rzeczy. Po pierwsze równowaga. Skoro znajduje się tam świątynia Jedi, czyli jasna strona jest na górze, to na dole musi być ciemna. Natomiast samo wejście i wizja jest analogią do tego, co przechodził Luke w jaskini na Dagobah. Luke i Rey musieli mierzyć się ze swoim największym strachem. W jej przypadku jest to fakt, że jest nikim i musi polegać jedynie na sobie.

Kolejną ciekawostkę o „Ostatnim Jedi” wyjawił Matt Wood. Otóż w momencie, gdy Rey idzie w kierunku drzewa Mocy na Ahch-To słychać jakieś dźwięki, jakby szantę lub szeptanie w tle. To coś, z czego powinni być zadowoleni fani legend. To kodeks Jedi.
Nie ma emocji, jest spokój.
Nie na ignorancji, jest wiedza.
Nie ma pasji, jest pogoda ducha.
(Nie ma chaosu, jest harmonia.)
Nie ma śmierci, jest Moc.

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Jeśli kojarzycie scenę skoku w nadprzestrzeń wykonaną przez admirał Holdo, z pewnością zauważyliście, że przez około 10 sekund nie ma tam dźwięku. Okazuje się, że za oceanem mają z tym problem. Już wcześniej obsługa kin dostała instrukcje, że jeśli nie ma dźwięku przez ten czas to z filmem wszystko jest dobrze, tak miało być. Z kolei pracownicy kin tłumaczą to teraz części widzów, którzy zgłaszają problemy techniczne.

Weekend 40-lecia – „Powrót Jedi”: Nawiązania w popkulturze

3



Mówiąc o wpływie „Powrotu Jedi” na popkulturę chyba należy zacząć od krótkometrażowego filmu, który powstał na planie. Mowa oczywiście o pewnym żarcie, który zrobiła sobie ekipa, czyli „Return of the Ewok”. Trudno znaleźć go obecnie w całości, ale fragmenty po sieci są. Chyba tak nawet lepiej się to ogląda. Ten film to fałszywy dokument z planu, ukazujący dzieje młodego Wicketa (w tej roli Warwick Davis, cały czas w kostiumie), który przyjeżdża na plan, bo ma zagrać Ewoka, ale nie wie, co to jest. Podobnie jak oryginalni aktorzy, czyli Mark Hamill, Carrie Fisher i Harrison Ford. Razem przechodzą przez różne plany. Urywki najczęściej pokazuje Davis podczas różnych konwentów.

„Powrót Jedi” był już wydarzeniem kulturowym, trzecią częścią sagi. Nic dziwnego, że jego reklamy ukazywane są w tle różnych filmów. Choćby w „Aniele Zemsty” (1984), czy figurki Hana i Jabby w „Cicha noc, śmierci noc”. Później widać plakaty choćby w wypożyczalniach wideo – np. „Życzenie śmierci 4”.

Efekty specjalne, w tym odpowiednik barki żaglowej czy próby imitowania Imperatora da się dostrzec we „Władcach wszechświata” (1987), czyli pierwszych aktorskich zmaganiach He-Mana ze Szkieletorem.



Warto też wspomnieć o serialu dla dzieci „Mupeciątka”. Tam znalazły się różne nawiązania do VI Epizodu, od pościgu pośród drzew, po sen o pałacu Jabby, gdzie wykorzystano ujęcia z filmu.

Pościg był też pewną inspiracją na ukazanie filmowego meczu quiddich w Harrym Potterze i komnacie tajemnic. Scenę tę również wykorzystano jako inspirację przy „Iniemamocnych”, tam też użyto oryginalnych dźwięków. Dźwięk z niej zaś wykorzystano także w filmie „Wyspa” Michaeala Baya z Ewanem McGregorem.

Nawet w Lucasfilmie, czy może bardziej LucasArts inspirowano się „Powrotem Jedi”. Choćby w drugiej części „Małpiej wyspy”, czyli „Monkey Island 2: LeChuck’s Revenge”. Tam LeChuck leżąc na ziemi prosi głównego bohatera o to, by ściągnął mu maskę, czyli jest to analogia do Vadera.

Scena z rankorem i jego poruszanie się, oraz pewne ujęcia z kolei zainspirowały ekipę „Parku jurajskiego” Stevena Spielberga. Pewnym odbiciem „Powrotu Jedi” jest więc kilka ujęć tyranzoaura. Zresztą użytym jako inspiracja do animowania parku.



Oczywiście Kevin Smith także musiał nawiązać do „Powrotu Jedi”, twórca za bardzo lubi sagę. Film jest wspominany w „Sprzedawcach”, „W pogoni za Amy” czy „Szczurach z supermarketu”. Oczywiście w „Zack i Miri kręcą porno” także jest nawiązanie do VI Epizodu, jeden z filmów to „Return ot the Brown Eye”.

Także w głośnym „Boyhood” znajdziemy rozmowę o zakończeniu „Gwiezdnych Wojen”.

W „Star Treku” znajdziemy także kilka nawiązań, inspiracji lub pewnych mniej lub bardziej zamierzonych podobieństw. W „Stacji kosmicznej” są Breenowie, którzy bardzo przypominają Leię przebraną za Bousha. W „Voyagrze” pojawia się obcy imieniem Bothan, a także rasy B’omar czy Quarren.


Breen

Bothan

B’omar

Quarren


Słynne bikini pojawia się wielokrotnie w kinie. Początkowo nieśmiało w „Trekkies”, ale o jego występowaniu w kulturze już pisaliśmy. Tam jest więcej przykładów.



Nawet we „Władcy pierścieni”, a dokładniej w „Powrocie króla” znajdziemy w miejsce dialogów z Tolkiena nawiązania do powrotu Jedi. Gdy król Theoden leży na ziemi i umiera, Eowina mówi mu, że go ocali, on jej odpowiada, że już to zrobiła.

W „Piratach z Karaibów: Skrzyni Umarlaka” mamy scenę uhonorowania przez lokalne plemię jednego z bohaterów jako wcielenia boga. Reszta ma zostać skonsumowana, zresztą Sparrow ostatecznie też.

Doktor House w jednym z odcinków nazywa grubego pacjenta Jabbą. Tak samo robi Sawyer z serial „Lost - Zagubieni” J.J. Abramsa i Bryana Burka zwracając się do otyłego Hurleya.

Ewoki pojawiają się choćby w „Miasteczku South Park”, czy „Fanboys” Kyle’a Newmana. W „Tedzie 2” Setha MacFarlane’a Ted zostaje nawet pomylony z Ewokiem. Natomiast w serialu „Jak poznałem waszą matkę” kiedy jeden z bohaterów Ted chwali się, że poznał nową dziewczynę, która lubi „Gwiezdne Wojny”, jego przyjaciel koniecznie chce wiedzieć jakie jest jej nastawienie do Ewoków (które jego zdaniem spotykają się z niesłuszną krytyką).





W filmie „Paul” Simona Pegga w jednej z ostatnich scen widzimy Ruth w stroju Boushha. Zapytana kim jest, odpowiada kimś kto cię kocha. W innej produkcji, w którą zaangażowany był Simon Pegg, serialu „Spaced”, bohater po objerzeniu „Mrocznego widma” dokonuje ceremonialnego spalenia swoich zbiorów związanych z Gwiezdnymi Wojnami, w scenie nawiązującej do pogrzebu Vadera.



Zaś wprowadzenie Thanosa w Strażnikach Galaktyki przypomina Imperatora z II Gwiazdy Śmierci i jego tron, na którym mógł się obracać.

W „Wielkiej teorii podrywu”, jedna z postaci, Sheldon, składa II Gwiazdę Śmierci z klocków LEGO.


Czasami nawiązania nie są widoczne na pierwszy rzut oka. W serialu „Firefly” można niekiedy ujrzeć w tle figurkę przedstawiającą Hana Solo w karbonicie. Ozdabia tło niczym Han w pałacu Jabby.


Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

Weekend 40-lecia – „Atak klonów”: Nawiązania w pop-kulturze

3



„Atak klonów” nie zapisał się tak mocno w zbiorowej świadomości jak poprzednie epizody. Ciążyła na nim klątwa prequeli. Od razu powszechnie było wiadome, że to będzie słabszy film, a plotki o tym, iż pojawi się w nim DiCaprio (wówczas nie był uznawanym aktorem), czy że będzie to bardziej melodramat, jedynie utwierdzały ludzi w niechęci do niego. To epizod, który także zarobił najmniej pieniędzy (o ile oczywiście uwzględni się wskaźniki inflacji) i na który czekało stosunkowo najmniej ludzi. Ale nawet to nie oznacza, że „Atak klonów” nie miał momentów, które pojawiły się w pop-kulturze.



Jednym z najciekawszych jest bardzo kontrowersyjny fragment filmu, czyli fabryka na Geonosis. Bardzo podobne ujęcia pojawiają się u Stevena Spielberga w „Raporcie mniejszości”. Oba filmy pochodzą z tego samego roku, formalnie rzecz biorąc „Atak klonów” wyszedł prawie miesiąc wcześniej. Ale powiedzmy sobie szczerze, scena w fabryce była dodana dość późno, zaś Lucas i Spielberg nie raz ze sobą blisko współpracowali. Kto kogo bardziej zainspirował? Trudno stwierdzić. Jednak patrząc na dodatki do „Zemsty Sithów”, to chyba było bardziej w stylu Spielberga.

Bardzo charakterystyczna scena filmu to oczywiście słynny pojedynek Yody i hrabiego Dooku. Walczący Yoda może się podobać lub nie, ale ta walka pojawiła się w kilku filmach. Choćby w „Shreku 2”, gdzie Kot w butach w podobny sposób walczy ze strażnikami w zamku. Walka ta pojawiła się także w „Głowie rodziny”, czy „Simpsonach”, czy „Artur i Minimki”.

Bitwa o Geonosis pojawia się choćby w „Minionki rozrabiają”. Pojazd jest inspirowany kanonierką, dźwięki też są podobne.

W „Strażnikach galaktyki” z kolei mamy jet-pack, pościg i holograficznych sprzedawców, znów inspiracja.

Pościg, w szczególności sekwencja z elektrownią, znalazła swoje miejsce także w animacji „Rodzinka Robinsonów”.

Sam tytuł również był parę razy prześmiewany. Najczęściej jako „Atak klaunów”. Choćby w „Danger Mouse: Attack of the Clowns”, czy serialu „Mroczne przygody Billy’ego i Mandy” znów odcinek miał tytuł „Attack of the Clowns”. „Atak klonów” jako przykład dobrego filmu pojawia się w dialogach „Supersamca”.

W jednym z odcinków serialu „Jak poznałem waszą matkę” w retrospekcji pokazana jest premiera „Ataku klonów”. Bohaterowie, Ted i Marshall, czekają w kolejce do kina.



Niekiedy wszystkie trzy pierwsze epizody są traktowane jako całość i nawiązania dotyczą Prequeli ogólnie. Jak np. w serialu „House”, gdzie tytułowy bohater, pociesza pacjenta, który wybudził się po 10 latach ze śpiączki (odcinek z 2006 r.), mówiąc mu, że ma szczęście ponieważ przegapił Trylogię Prequeli.

Natomiast wśród nawiązań w „Simpsonach” znalazła się scena, kiedy to dwie postacie walczyły na radioaktywne pręty imitujące miecze świetlne, spierając się o to, który epizod jest gorszy – „Mroczne widmo” czy „Atak klonów”.

Bardzo delikatny ukłon w kierunku „Ataku klonów” można znaleźć w sklepie z komiksami w serialu „Teoria wielkiego podrywu”. Wśród innych gadżetów dojrzymy tam figurkę Shaak Ti, którą ujrzeliśmy po raz pierwszy właśnie w II epizodzie. Przy czym figurka przedstawia tą Jedi w wersji z gry „The Force Unleashed”.



Na gagi można też oczywiście liczyć w „Robot Chicken”.

Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

Weekend 40-lecia – „Mroczne widmo”: Nawiązania w pop-kulturze

4



„Mroczne widmo” stanowi swego rodzaju kuriozum, związane z dwugłosem w pop-kulturze. Z jednej strony było to bardzo mocno wyczekiwane dzieło, latami. Z drugiej te oczekiwania sprawiły, że nie miało szansy im sprostać, zostało powszechnie uznane za fatalne, dopiero po wielu latach coraz więcej osób odkrywa, że to wcale nie jest taki zły film, jak go malują. To wszystko ma swoje odbicie w nawiązaniach pop-kulturowych.

Druga sprawa to fakt, że z końcem lat 90. to telewizja i seriale dużo bardziej komentują rzeczywistość niż filmy kinowe.

Zdecydowanie najbardziej znane z nich to film Fanboys Kyle’a Newmana. To swoisty hołd dla fandomu z „Mrocznym widmem” w tle. Historia umierającego fana, który pragnąłby zobaczyć przed śmiercią najnowszy film George’a Lucasa, tyle że ma niewielkie szanse dotrwać do premiery. Jego przyjaciele postanawiają zabrać go na niesamowitą wyprawę, zwieńczoną włamaniem się na ranczo Lucasa, by zobaczyć roboczą wersję I Epizodu. Jednocześnie film kończy się w wymownym momencie, w którym byłaby szansa na ocenę tego, co zobaczyli bohaterowie. Dziś historii pośrednio podobnych do opowieści Newmana wydarzyło się kilka. Lucasfilm dał możliwość obejrzenia niedokończonych filmów kilku fanom, którzy nie doczekaliby premiery.



Swoją drogą, temat nie dożycia do I Epizodu pojawił się także w serialach. Choćby w odcinku „Dziewczyny z komputera” (1995), gdzie jeden z bohaterów wyraża obawę, że może nie dożyć do następnych „Gwiezdnych Wojen”. Dobrze to koreluje tak z „Fanboys”, jak i rzeczywistością.

Im bliżej było premiery, tym w większej ilości seriali przewijały się odniesienia do oczekiwań, albo nawet wykorzystywano tytuł w ramach odcinka. Wszystko w 1999, przypadek wykluczony. Przykłady to „Trzecia planeta od słońca”, „Beverly Hills, 90210”, „Asy z klasy”, „Sabrina, nastoletnia czarownica”.

Inna głośna parodia, choć bardziej „Star Treka” niż „Gwiezdnych Wojen” to niemiecki film „Gwiezdne jaja: Część I: Zemsta świrów” ((T)Raumschiff Surprise - Periode 1). Tłumacze dodali w nim coś od siebie, poza oczywiście tytułem. Królowa planety w polskim tłumaczeniu nazywa się Amidała, co doskonale pasowało do humoru produkcji. Do Sagi jest tu kilka nawiązań, ale do „Mrocznego widma” dwie. Odpowiednik blokady Naboo oraz wyścigów podracerów.



Nie można też zapomnieć o „Robot Chicken” zwłaszcza trzeciej części parodiującej „Gwiezdne Wojny”. Choć nie jest to bezpośrednio parodia prequeli, znajdziemy tam kilka rozpoznawalnych scen.

Osobny temat to oczywiście Kevin Smith. W „Jay i Cichy Bob kontratakują”, gdzie pojawia się między innymi Mark Hamill jak i Carrie Fisher nawiązał do sposobu walki Datha Maula. Inny przykład to „Zack i Miri kręcą porno”, gdzie jeden z tytułów to „The Phantom Man-Ass”.



„Mroczne widmo”, choć nie zawsze mówi się o tym głośno, wpłynęło na wysokobudżetowe kino rozrywkowe. Pierwszy z nich to „X-Men”, choć w tym wypadku nawiązania raczej są koincydencją niż zamierzeniem. W obu filmach gra Ray Park. W sadze to Darth Maul, zaś w X-Menach Toad. Choreografia walk jest miejscami bardzo podobna. Wprost walka z „Mrocznego widma” wpłynęła natomiast na „Piratów z Karaibów: Skrzynię Umarlaka”. Tam walka Sparrowa, Turnera i Norringtona jest rozpisana na trzy osoby. Początkowo właśnie inspirowano ją Epizodem I, ale z czasem poszła trochę w innym kierunku. Inny przykład to oczywiście „Aniołki Charliego 2 – Zawrotna szybkość”. Znów pod koniec mamy nawiązanie do starcia Obi-Wana i Maula. Jakby nie oceniać filmu, to pomimo całej krytyki i hejtu, właśnie ta sekwencja walki jest naprawdę dopracowana i nie raz została doceniona przez innych filmowców.



Kultowe są też dwie postaci. Pierwszy, Darth Maul zainspirował także stwory w innych filmach, jak choćby orka w „Powrocie króla”, jak i obcego w „2001: Odysei komicznej”. Ot takie małe, a cieszące oko nawiązania. Drugi, czyli Jar Jar, został znienawidzony. Może mainstream raczej go omijał, ale w sieci można znaleźć wiele filmików, gdzie jest ukazany w dość negatywnym świetle. Jego wady są albo wyolbrzymiane, albo jest on zwyczajnie zabijany.

A na sam koniec „Weird Al” Yankovic i jego „The Saga Begins” , czyli piosenka poświęcona „Mrocznemu widmu” (i Anakinowi).



Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

„Stałem się śmiercią, niszczycielem światów”, czyli o inspiracjach „Łotra 1”

oficjalna
11

Jak wiele różnych rzeczy inspiruje „Gwiezdne Wojny” i twórców sagi, to wiemy. Pablo Hidalgo w rozmowie z redaktorami oficjalnej opowiedział o kilku istotniejszych inspiracjach „Łotra 1”.



Oczywiście tym, co na początku zainspirowało Johna Knolla to Projekt Manhattan, czyli tajny, aliancki program rozwojowy, którego efektem była bomba atomowa.

Nie będzie zatem zaskoczeniem to, iż tworząc Galena Erso patrzono przede wszystkim na J. Roberta Oppenheimera jako postać wzorcową. To właśnie ten naukowiec był przywódcą niesławnego Projektu Manhattan. Zaś Gwiazda Śmierci, podobnie jak bomby atomowe użyte w 1945, to superbroń budowana w sekrecie, która zmieniła historię galaktyki.


Zresztą Knoll pisząc zarys scenariusza używał tytułu „Niszczyciel światów”. To nazwa pochodząca z ksiąg hinduizmu (pisaliśmy o tym wcześniej), której Oppenheimer używał by opisać swoją reakcję na broń nuklearną. „Stałem się śmiercią, niszczycielem światów”. Właśnie te słowa pochodzące z księgi Bhagawadgita, wypowiedział podobno po pierwszym wybuchu.

Swoją drogą, cytat ten pojawia się nawet w czwartym Indiana Jonesie. Tam także to celowe nawiązanie.



Niezależnie od Knolla, praca filmowa Garetha Edwardsa zaczęła się od przygody z filmem „Hiroshima”, gdzie był artystą odpowiadającym za efekty wizualne. Był to dokument BBC, który zawierał zarówno wywiady z tymi, którzy przeżyli zagładę, jak i cyfrową symulację użycia pierwszej bomby atomowej. Edwards nawet potem zauważył w „The Playlist”, że Oppenheimer bardzo żałował tego, co stworzył i otwarcie się tej broni przeciwstawiał. Edwardsa bardzo to zainteresowało, zwłaszcza to, że ktoś próbuje być dobry, pomóc skończyć wojnę, a tworzy przy tym coś katastroficznego, tu nie ma bieli i czerni. Nic dziwnego, że gdy Gareth został reżyserem film roboczo nazwano „Los Alamos”, od miasteczka w Nowym Meksyku gdzie miał siedzibę Projekt Manhattan.



To zainspirowało „Łotra 1”. Galen Erso stał się centralną emocjonalnie postacią, która jest archetypem w stylu Oppenheimera. Galen, który wysyła Jyn wiadomość, nazywając broń Gwiazdą śmierci, bo nie ma lepszej nazwy. To jest echo momentu, gdy Oppenheimer odkrył straszliwą prawdę, co stworzył.

Jednak na tym nie skończyły się inspirację. W korytarzach kampusu Lucasfilmu w San Francisco znajduje się wiele plakatów z klasycznych filmów. Wiele z nich inspirowało pewne elementy „Łotra 1”. Dość istotne są filmy o wykradaniu czegoś w trakcie II wojny światowej (najczęściej kręcone w latach 60.). Takie jak „Działa Nawarony” (1961) czy „Na skrzydłach orłów” (1968). Były one sporą inspiracją, gdy tworzono historię „Los Alamos”.

Ciekawe jest to, że „Działa Nawarony” to film o małej grupie osób, która mierzy się z wielkim, mechanicznym zagrożeniem i większej operacji dziejącej się poza ekranem, a która zależy od sukcesu bohaterów. W pewien sposób wyspa Nawarona jest bardzo podobna, choć oczywiście inna, do tropikalnej planety Scarif. Mamy tam grupę bardzo różnych bohaterów, podobnie jak w „Łotrze 1”. Gregory Peck i jego grupa zabójców i sabotażystów w pewien sposób przypomina Felicity Jones i jej bandę rebeliantów. W obu przypadkach istotne jest to, by historia zeszła na poziom osobisty, by to była opowieść o zwykłych ludziach, którzy znaleźli się w niecodziennych okolicznościach.



Nawet niektóre wypowiedzi są odwzorowaniem tego filmu. Gdy K-2SO mówi do Bodhiego Rooka „Teraz jesteś rebeliantem”, jest to echo słów Gregory’ego Pecka, który mówi swojemu podwładnemu. „Teraz tkwisz już w tym, aż po szyję”.

„Działa Nawarony” inspirowały także klasyczną trylogię, oraz „Wojny klonów”, o czym pisaliśmy tutaj. „Łotr 1” idzie zatem w ślady wcześniejszych produkcji.

„Tylko dla orłów” odegrało z kolei istotną rolę podczas dyskusji o infiltracji cytadeli na Scarif. Zwłaszcza scena, w której Jyn, Cassian i K-2SO w przebraniu Imperialnych starają się znaleźć drogę, a za każdym zaułkiem czyha wróg, to mocno przypomina tamten film. Czy to Clint Eastwood jak porucznik Schaffer, czy Diego Luna jako Cassian Andor, to wciąż ten sam element ekscytacji. Zresztą misja Cassiana by zabić Galena przypomina misję majora Smitha (Richard Burton), o której nie wiedzieli pozostali członkowie zespołu.

To zapewne jedynie część inspiracji dzięki którym „Łotr 1” ma taką a nie inną formę.

„Łowca androidów” i „Gwiezdne Wojny”

oficjalna
0



Jedno z najgłośniejszych dzieł filmowej fantastyki, czyli „Łowca androidów” (Blade Runner) Ridleya Scotta z 1982. To film, który nie mógł wpłynąć zbytnio na klasyczną trylogię, ale który ugruntował pewne wizje miast przyszłości. To coś, co w pewien sposób odcisnęło swoje piętno na sadze. I tym właśnie zajmie się Bryan Young.

Ridley Scott jest twórcą „Łowcy adroidów”, filmu bazującego na powieści Philipa K. Dicka „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach”, mającego swoją premierę na rok przed „Powrotem Jedi”. Opowiada on historię łowcy androidów imieniem Deckard, którego praca polega na znajdywaniu zbuntowanych replikantów, zbiegłych na Ziemię i wysłania ich „na emeryturę” zanim spowodują więcej problemów czy zabiją kogoś.

To film który porusza w delikatny sposób prawa androidów, interesy korporacyjne czy karę śmierci. Ponadto widzimy tu Harrisona Forda w prawdopodobnie swojej trzeciej najbardziej ikonicznej roli. Jest też kilka ukrytych gagów do „Gwiezdnych Wojen”, jak chociażby to, że Bill George, artysta zajmujący się efektami FX pracował tu nad swoim własnym „Sokołem Millennium” o wysokości pięciu stóp, który jest tak prawdę mówiąc sztuczką ze światła, ostatecznie stał się kilkoma różnymi budynkami.





Wygląd Los Angeles w tej alternatywnej przyszłości jest źródłem największej ilości bezpośrednich inspiracji w późniejszych „Gwiezdnych Wojnach”. Zaczynając od „Mrocznego widma”, pamiętne widoki z „Łowcy androidów” służyły jako pierwsza wersja Coruscant, od budynków sięgających nieba po kosmiczne trasy latających pojazdów. Oczywiście oba filmy były zainspirowane „Metropolis” (niemy film z 1927 o którym pisałem wcześniej) „Łowca Androidów” jest jakby wersją 2.0 tego pomysłu, a prequele tworzą wersję 3.0.

Nie ważne, czy George Lucas chciał złożyć hołd dobrze zrobionemu filmowi, czy odwdzięczyć się za umieszczenie „Sokoła Millennium”, reżyser umieścił dwa samochody policyjne z „Łowcy androidów” podróżujące powietrznymi arteriami Coruscant.



Jednym z najbardziej istotnych budynków w „Łowcy androidów” była główna siedziba Tyrell Corporation, firmy produkującej replikantów a jednocześnie podejmującej kwestionowane decyzje wobec nich. Czy to przypadek, że świątynia Jedi, która stała się centrum dowodzenia armią klonów, ma podobny kształt co ten ikoniczny budynek?

Nawet więcej podobieństw można zauważyć w półświatku Coruscant ukazanym w „Ataku klonów” i odcinkach „Wojen klonów” dziejących się niedaleko poziomu 1313. (O powiązaniach tych odcinków z „Łowcą androidów” pisaliśmy wcześniej.) Olbrzymi neon reklamowy widoczny w krajobrazie Los Angeles w „Łowcy androidów” jest tu pięknie oddany, gdy widzimy Anakina ścigającego Zam Wesell, zaś rury i wieże z których wydobywają się płomienie w krajobrazie Los Angeles widać też w strefie przemysłowej gdzie Zam prowadzi Kenobiego i Skywalkera podczas powietrznej sekwencji.

Cały pościg w „Łowcy androidów”, gdy Deckard goni i wysyła na emeryturę replikantkę Zhorę, ma ten sam wygląd i klimat co pościg Anakina za łowczynią nagród rasy Clawtide w „Ataku klonów”.

Ale nie tylko krajobrazy zostały wizualnie wykorzystane w „Gwiezdnych Wojnach”. Apartament Deckarda z klasycznym oświetleniem noir, w pewien sposób mocno przypomina mieszkanie Cada Bane’a który widzieliśmy w odcinku „Wojen klonów” pt. Hostage Crisis. Krata wentylacyjna wydmuchuje tło gdzie widzimy w obu przypadkach techno krajobraz miasta,

Tematycznie „Łowca androidów” zajmuje się moralnością i etyką klonowania, co jest podjęte także w odcinkach „Wojen klonów” takich jak Deserter czy cykl o Umbarze. Ale najwięcej podobieństw w historii widać pomiędzy szwarccharakterami, Royem Battym (którego grał Rutger Hauer) w „Łowcy androidów” i Anakinem Skywalkerem. Zarówno Roy jak i Anakin pracują by ocalić przed śmiercią tych na którym im zależy. Batty chce wiedzieć jak powstrzymać śmierć swoich znajomych replikantów, w szczególności Pris, granej przez Daryl Hannah. Jest gotowy zamordować każdego by ją ocalić, a nawet wkrada się do przypominającego świątynię Jedi budynku Tyrella by zabić mężczyznę, który go tworzył. Anakin wybiera się na podobną przygodę, szuka sposobu by ocalić swoją żonę Padme (graną przez Natalie Portman) od tego co tylko najgorsze. Podczas gdy szał Roya kończy zdecydowanie mniej żyć niż Akanina, efekt jednak jest podobny.

Podobnie jak w „2001: Odysei kosmicznej”, Ridley Scott przemontował i wydał jeszcze raz „Łowcę androidów” w ciągu lat, tworząc alternatywy wobec oryginalnych wersji, w sposób podobny co George Lucas, który ulepszył „Gwiezdne Wojny”. Wersja reżyserska pochodzi z 1992, a wersja ostateczna trafiła do kin po cyfrowej obróbce w 2007.

Dla tych, którzy chcieliby obejrzeć ten film polecam wersję z 2007. Uważajcie, gdyż ma on rating R ze względu na przemoc i odrobinę nagości. W mojej opinii „Łowca androidów” to film który powinien obejrzeć każdy fan science fiction.



Pisząc o tym, że zarówno Scott jak i Lucas nawiązywali do swoich filmów Bryan Young ma rację. Jednakże kwestia inspiracji samym Los Angeles Scotta, w szczególności budynkiem Tyrell Corporation jest o tyle wątpliwa, że nim „Łowca androidów” trafił na ekrany, istniały już projekty Coruscant. W dodatku zostały one już odrzucone. Pisaliśmy o nich tutaj. Do nich w równym stopniu Lucas powrócił przy prequelach. Film Scotta pewnie też był źródłem inspiracji, ale prawdopodobnie tylko jednym z wielu.

Tydzień „Zemsty Sithów”: Ciekawostki

0



Kończąc powoli tydzień „Zemsty Sithów” warto się skupić chwilę na ciekawostkach okołofilmowych. Doskonale wiemy, iż nazwa „Zemsta Sithów” dość mocno nawiązuje do tytułu „Revenge of the Jedi”, jak początkowo reklamowano VI Epizod. Jednak po raz pierwszy „Revenge of the Sith” zostało użyte w 1986 i to nie przez Lucasfilm. Pod takim tytułem w fanzinie ukazała się fanowska powieść Ellen Randolph. Akcja fanfica działa się jakieś 40 lat po „Powrocie Jedi” i co ciekawe była to druga powieść z trylogii.

Wiele jest historii o inspiracjach twórców i wcześniejszych wersjach. Wśród pomysłów, których ostatecznie George Lucas nie wykorzystał warto szczególnie wspomnieć o dwóch. Pierwszy ukazywał prawdę o ojcu Anakina. Palpatine w którymś momencie filmu miał mu powiedzieć, że jest jego ojcem z pewnego punktu widzenia, bo wpłynął na midi-chloriany. Ostatecznie to podchodziło już za bardzo pod autoparodię więc zostało wycięte z filmu. Fragmenty scenariusza można znaleźć choćby w The Making of Star Wars: Revenge of the Sith J.W. Rinzlera. Innym pomysłem miało być pojawienie się młodego Hana Solo na Kashyyyku, o czym zresztą kiedyś już pisaliśmy. Z tego także zrezygnowano, ale w filmie pojawił się „Sokół Millennium”.

Gdy Lucas po raz pierwszy mówił o Mustrafar, wychodził z założenia że ma to być jego wizja piekła. Pewne elementy pozostały, a na wulkanicznej planecie wciąż widać eksplozje lawy. Sam pomysł walki nad jeziorem lawy jednak jest starszy i pochodzi jeszcze z czasów klasycznej trylogii. Pierwotnie miał być wykorzystany w Powrocie Jedi.

Pierwsza zmontowana wersja filmu, oczywiście jeszcze robocza, trwała cztery godziny, z czego całą godzinę zajmowała bitwa początkowa i ratowanie Palpatine’a.

Podczas bitwy o Coruscant Anakin miał mieć numer kodowy „Czerwony pięć”, a Obi-Wan „Lider czerwonych” (to akurat słychać w filmie). Na niektórych figurkach te oznaczenia pozostały.

Steven Spielberg miał duży wkład w film. Formalnie jest wymieniany jako asystent reżysera, jednak jako przyjaciel Lucasa służył mu pomocą w wielu kwestiach. George miał mnóstwo pomysłów, więc chciał czasem by ktoś obiektywny pomógł mu je ocenić, tym kimś był właśnie Steven. Zresztą pomagał też w stworzeniu ostatecznego kształtu choćby scen pojedynku Anakina i Obi-Wana. Nie wszystkie pomysły Stevena znalazły się w ostatecznej wersji filmu. Lucas wyrzucił do kosza choćby sekwencję pościgu Obi-Wana za Grievousem na skaczącej po Utapau Bodze. Animatyczną wersję tego, co wymyślił sobie Spielberg można obejrzeć na dodatkach wydania Blu-ray.

Liam Neeson twierdził przez pewien czas, że nagrał scenę do „Zemsty Sithów”. Rick McCallum zdementował to, twierdząc, że faktycznie pojawienie się Qui-Gona było planowane, ale ostatecznie nie zostało nagrane z Neesonem. Zdecydowano, że Qui-Gon pojawi się jedynie jako głos. Ben Burtt zmontował scenę z wcześniejszych dialogów Neesona. Ostatecznie scenę jednak zarzucono. Ukazywała ona Yodę, który komunikuje się z duchem Jinna, pewne pozostałości można znaleźć na wydaniu Blu-ray.

Christopher Lee był zajęty „Władcą pierścieni” i nie mógł pojawić się na planie, gdy kręcono z nim sceny walki. Jego udział dograno później. To co widzimy na ekranie to najczęściej nałożona komputerowo twarz Lee na jego dublera. Dooku w filmie wypowiada tylko cztery kwestie.

Na długo przed premierą filmu Pablo Hidalgo sugerował upiorny wygląd postaci, którą grał Bruce Spence czyli Tioda Meddona. Redaktor oficjalnej nie przesadzał, ale ta upiorność wcale nie musiała oznaczać straszności. Bardziej chodziło o nawiązanie. Tworząc zarządcę Utapau trochę inspirowano się filmem F.W. Murnaua „Nosferatu – symfonia grozy” z 1922. Ale to nie było jedyne nawiązanie do horrorów czy klasyki kina. Scena, gdy Vader wstaje po raz pierwszy w zbroi i zrywa łańcuch jest nawiązaniem do „Frankensteina” Jamesa Whale’a z 1931. Kommandor Cody to nawiązanie do serialu przygodowego „Commmando Cody” (były też filmy z nim). Scena przylotu na Polis Massę to z kolei ukłon w stronę „2001: Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka, zwłaszcza sekwencji lądowania na księżycu. Niektórzy doszukują się też nawiązań do „Tarzana”, gdy wookiee na lianie wpadają na czołg Separatystów, czy „Terminatora” Jamesa Camerona, zwłaszcza sceny gdy ten już pozbawiony nóg próbował dotrzeć do Sary Connor. Więcej jednak jest inspiracji filmami Francisa Forda Coppoli. Scena powstania Imperium i przerwania jej wymordowaniem Separatystów podobno została zainspirowana montażem „Ojca chrzestnego” i sceny chrztu. Natomiast pojazd Baila Organy naśladuje Tuckera z filmu „Tucker – konstruktor marzeń”, wyprodukowanego przez Lucasa dla Coppoli. Oficjalnie George przyznał się do jednego nawiązania, do „Siedmiu samurajów” Kurosawy. Chodzi o sposób w jaki Yoda łapie się za głowę gdy myśli, kopiuje tym samym gesty Kambeia.

Wśród gości na planie, poza Stevenem Spielbergiem, Liamem Neesonem, Francisem Fordą Coppolą znalazł się także Peter Jackson, Elijah Wood, Robert DeNiro oraz Dean Devlin (producent „Dnia niepodległości” czy „Patrioty”).

Dział kostiumów miał trochę mniej do roboty niż zwykle. Wszystkie hełmy klonów, podobnie jak większość ich zbroi, wygenerowano komputerowo. Jeśli korzystano z jakiś elementów to były one stworzone przed Epizodem III. Za to kostiumy wookieech unowocześniono, tak by zamontować w nich wentylację. Zresztą bitwa na planecie wookiech to kolejne nawiązanie do pierwszej wersji scenariusza oryginalnej „Nowej nadziei”.

Wnętrze „Tantive IV” to jedyna scenografia w żaden sposób nie poprawiana i montowana komputerowo. Lucasowi zależało by odtworzyć ją najwierniej jak się da.

Ewan McGregor i Hayden Christensen ćwiczyli do walki przez dwa miesiące. Hayden w dodatku musiał przytyć do filmu 11 kilogramów, jadł sześć posiłków dziennie.

Ewan McGregor chciał też założyć kostium gwardzisty imperialnego i tak zagrać w filmie. Niestety nie wiadomo, czy ostatecznie mu się to udało.

Póki co jest to najbardziej brutalny z wszystkich filmów. Niektórzy naliczyli, że na ekranie można zobaczyć w sumie 115 ciał, widzimy też jakieś 40 zabijanych istot. Więcej osób oczywiście zginęło w wybuchach Alderaanu czy obu Gwiazd Śmierci, ale tam nie widać ich ciał na ekranie.

Zielone tło w niektórych scenach odbijało się w lśniącym kostiumie Anthony’ego Danielsa, więc C-3PO musiał być potem komputerowo poprawiony.

George Lucas wpadł na pomysł, by w rolę Tarkina ponownie wcielił się Peter Cushing. Tyle, że aktor nie żył już prawie od dziesięciu lat. Flanelowiec chciał wykorzystać archiwalne nagrania z Cushingiem z różnych filmów. Wówczas zrobienie tego w sposób satysfakcjonujący George’a okazało się być nieosiągalne. Tarkina zagrał Wayne Pygram, odpowiednio ucharakteryzowany. Sam pomysł kręcenia filmów z nieżyjącymi aktorami jednak nie umarł i Lucas próbował do niego jeszcze wrócić.

Chyba jednym z najdziwniejszych smaczków filmu jest Nowy Jork, który w jednym ujęciu zastępuje Coruscant. Dokładnie jest to w scenie gdy Anakin siedzi samotnie w komnatach rady Jedi i czeka. Za oknem widać Coruscant, ale w jednym ujęciu (1:09:24) daleko w tle widać Nowy Jork. Potem wszystko wraca do normy.



Na sam koniec zaś smaczek, którego wielu szukało. Nawiązanie do „THX 1138”. Trudno by go nie było. Tym razem są właściwie dwa. Pierwszy to pełny numer komandora Bacary, brzmi on CC-1138. Niestety numer nie pada w filmie. Za to podczas bitwy o Utapau można zobaczyć droida z numerem. Nie jest to co prawda 1138, ale wygląda dość podobnie.



Więcej o smaczkach trzeciego epizodu pisaliśmy tutaj, tutaj i tutaj. Epizod III obiecał też jakąś postać z EU, skończyło się na retconie.

Wszystkie atrakcje tygodnia „Zemsty Sithów” będą dostępne w tym miejscu.

„Tron we krwi” i „Gwiezdne Wojny”

oficjalna
7



Akira Kurosawa to bardzo ważny twórca, którego dzieła dość mocno oddziaływały na George’a Lucasa, kształtowały i inspirowały go. Kiedyś pisaliśmy o wpływie Ukrytej fortecy czy pośrednio Siedmiu samurajów na sagę. Pisaliśmy też o Sobowtórze wyprodukowanym przez Lucasa a nakręconym przez Akirę, a także o Zbłąkanym psie, który raczej inspirował Filoniego. Dziś kolejne wielkie dzieło Akiry Kurosawy – „Tron we krwi” (jap. Kumonosu-jô – co znaczy mniej więcej tyle co Zamek Pajęczej Sieci), które Bryan Young wziął w swoje obroty.

Filmy Akiry Kurosawy były bardzo istotnym źródłem inspiracji dla George’a Lucasa, gdy pracował nad „Gwiezdnymi Wojnami”. Dziś zajmiemy się wpływem klasycznego „Tronu we krwi” z 1957.

W „Tronie w krwi” Kurosawa opowiada na nowo szekspirowską tragedię Makbeta, osadzoną w erze samurajów. W roli głównej występuje Toshiro Mifune jako Washizu, generał, któremu przewidziano, że zostanie władcą Zamku Pajęczej Sieci (początkowo aktor ten miał zagrać rolę Obi-Wana Kenobiego). Jego żona nalega, by przyśpieszył spełnienie się proroctwa, zabijając władcę i zajmując jego miejsce, ale paranoja i zło przejmują nad kontrolę nad głównym bohaterem, a jego rządy kończą się krwawo.

Główną postać poznajemy w lesie zanurzonym w mgle, co tworzy mistyczną wizję, przypominającą trochę powierzchnię Dagobah. To właśnie tu powiedziano Washizu, że pewnego dnia zostanie władcą i będzie rządził samodzielnie, zjawa, która przekazała mu tę informację, znika w tajemniczy sposób, gdy tylko kończy mówić.

Gra aktorska Haydena Chrsitensena jako Anakina z pewnością przywołuje przemyślną frustrację i paranoję Mifune z „Tronu we krwi”. Przywołuje on uczucie bezsilności w obliczu przepowiedni, na którą może lub nie może mieć szansę w jakiś sposób wpłynąć, niezależnie czy jest to przepowiednia o wybrańcu, śmierci Shmi Skywalker czy potencjalnej straty Padme. Motywy przepowiedni są bardzo istotne w prequelach i przebijają przez pychę Palpatine’a w późniejszych (chronologicznie) epizodach „Gwiezdnych Wojen”.

Inny istotny aspekt tego filmu, który można znaleźć w mitologii Sithów to zamordowanie mistrza rękoma ucznia i zajęcie jego miejsca. Sithów ogarnęła paranoja, że mogą być zabici przez swoich podwładnych, a film Kurosawy jest zobrazowaniem tych lęków. Wiele książek „Star Wars” z linii Legend, w tym Darth Plagueis wykorzystuje te lęki i nudności tak, by wykorzystać te straszliwe decyzje, uzyskując najlepszy efekt przy opowiadaniu historii o Sithach.

Ale chyba ten najbardziej wspólny ciężki moment między „Tronem we krwi” a „Gwiezdnymi Wojnami” to wybór głównego bohatera. W „Tronie we krwi” postać Mifune dowiaduje się, że może zabić swojego pana, by ratować swoje własne życie, lub pozostać lojalnym i mieć nadzieję, że go nie zabiją. Ten strach spowodowany dylematem jest powielony w „Zemście Sithów” w wyborach Anakina, gdy ten musi wybierać między tym czy pomóc Palpatine’owi, czy Mace’owi Windu. Po tym jak już Anakin dokonał wyboru, na jego twarzy maluje się agonia, pęka mu serce i to powiela problemy przez które przechodzi Mifune, po zamordowaniu swojego pana i popełnianiu przestępstwa za przestępstwem w celu usprawiedliwienia własnych działań.

W „Tronie we krwi” dwóch generałów zamordowanego przywódcy, czyli postać Mifune – Washizu i Akira Kubo – Miki, muszą też odnaleźć się w nowej, dziwnej sytuacji, zwłaszcza, że łączyła ich wieloletnia przyjaźń. Ich relacja z braterstwa zmienia się w zemstę i zdrady subtelnie ukazywane w sposób bardzo podobny jak widzieliśmy przebieg relacji Anakina i Obi-Wana w prequelach.

Łącząc „Makbeta” z „Tronem we krwi”, „Zemsta Sithów” może być jednym z najbardziej szekspirowskich filmów „Star Wars”, tragedią zarówno dobrze napisaną, jak i bolesną.

Dla tych, którzy byliby zainteresowani obejrzeniem tego filmu, nie ma on ratingu w USA (w kanadzie ma G, a Wielkiej Brytanii PG). Jest on straszny i przepełniony niepokojem i paranoją. Choć film jest pełen przemocy, jest ona pozbawiona krwi. Film jest po japońsku i ma tylko angielskie napisy, więc widz musi czytać umiejętnie szybko, by móc się nim cieszyć, ale to arcydzieło, które często przyćmiewa inne, bardziej znane prace Kurosway. Obejrzałem go z moimi dziećmi przygotowując się do tego artykułu, a je ujęła przyjaźń w stylu Obi-Wana i Anakina, która przebija się z tego filmu.

To nie jest najlepszy film Kurosawy, ale z pewnością jeden z największych i bez wątpienia wartych obejrzenia.

NASA uczciła „Gwiezdne Wojny”

8

Przy okazji 45 ekspedycji na międzynarodową stację kosmiczną (ISS), NASA postanowiła nawiązać w pewien sposób do „Gwiezdnych Wojen”. Ekspedycję oficjalnie nazwano „Expedition XLV: The Science Continues”. Postanowiono ją też promować specjalnym plakatem na którym sześciu członków ekipy (astronautów) ubrano w stroje wojowników Jedi i dorobiono im miecze świetlne. Ekipa składa się z dowódcy komandora Soctta Kelly’ego i inżyniera Kjella Lindgrena z NASA, inżyniera Kimiya Yui z japońskiej JAXA oraz kosmonautów inżynierów lotu Olega Kononenko, Michaiła Kornienko i Sergieja Wolkowa z rosyjskiego Roskomsos. Oficjalnie ekspedycja rozpocznie się we wrześniu.

Snyder vs Abrams

6

Ostatnio byliśmy świadkami kolejnej odsłony medialnych gierek Zacka Snydera i J.J. Abramsa. Cała zabawa zaczęła się jeszcze przy okazji tegorocznego Comic-Conu, kiedy to Zack Snyder opublikował na twitterze to zdjęcie:



Podpis „Super Jedi” zrobił swoje. Pojawił się temat na plotki. Tymczasem to zdjęcie nie zostało bez odpowiedzi. J.J. Abrams, wspierany przez Bad Robot, przygotował własne, pod tytułem „Boyegaman”, w którym oczywiście uczestniczył aktor grający główną rolę w Epizodzie VII, John Boyega.



Snyder szybko przyszykował odpowiedź, którą zrobił za pomocą zdjęcia dwóch figurek Batmana i R2-D2.



Ludzie Abramsa także nie czekali długo z kontratakiem, z C-3PO w roli głównej. Ten mash-up długo wydawał się ostatnim.



Stosunkowo niedawno Snyder postanowił jednak na niego odpowiedzieć tym zdjęciem szturmowca.



Ale po czymś takim Abrams poszedł na całość, zamiast zdjęcia umieszczono filmik, o którym pisaliśmy tutaj. Czy to koniec całej zabawy, czy jeszcze coś fajnego zobaczymy, pewnie okaże się to za jakiś czas.

4 maja w serialach

The Hollywood Reporter
3

Wygląda na to, że w tym roku dzień Gwiezdnych Wojen będzie dużo mocniej obchodzony, niż kiedykolwiek wcześniej. I nie chodzi tu tylko o domniemane zapowiedzi Disenya. Otóż przygotowane są specjalne odcinki dwóch seriali, które w jakiś sposób mają nawiązywać do sagi.

Pierwszy z tych seriali to „Teoria wielkiego podrywu”. 1 maja zostanie wyemitowany w USA odcinek pod tytułem „The Proton Transmogrification”, w którym bohaterowie będą obchodzić na sposób fanowski święto Gwiezdnych Wojen. Jeden z nich, Sheldon (Jim Parsons) będzie prowadzony wizjami swojego mentora z dzieciństwa, profesora Protona (Bob Newhart), którego traktuje jak mistrza Jedi. Ale to nie koniec niespodzianek. W produkcji odcinka będą pomagać spece z ILM, którzy mają odtworzyć scenografię planety Dagobah. Nad tym, by jej wygląd był kanoniczny, będą czuwać specjalni konsultanci z Lucasfilmu.



Drugi serial to „The Goldbergs”. Tym razem odcinek specjalny zostanie wyemitowany w USA 6 maja, czyli już po święcie. Odcinek będzie nosił tytuł „A Wrestler Named Goldberg”. Akcja serialu dzieje się w latach 80., więc tym razem Adam i Erica pójdą do kina, będą stać w kolejce, a film na który się wybiorą to „Powrót Jedi”. Będą fani w kostiumach i tak dalej (reszty niespodzianek nie zdradzono). Tym razem Lucasfilm będzie mieć niewielki wkład w odcinek, ale ponieważ serial jest wyświetlany w telewizji ABC (należąca do Disneya), więc wspomogą go promocją.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.