Komiksy

Rebellion Volume #2: The Ahakista Gambit


Tytuł oryginału: Rebellion #6-10: The Ahakista Gambit
Tytuł TPB: Rebellion Volume #1: My Brother, My Enemy
Historia: Brandon Badeaux, Rob Williams
Scenariusz: Rob Williams
Rysunki: Michel Lacombe
Litery: Michael Heisler
Kolory: Wil Glass
Okładki: Ryan Sook, Luke Ross, Wil Glass
Tłumaczenie: brak
Wydanie USA zeszytowe: Dark Horse Comics 2007
Wydanie USA zbiorcze: Dark Horse Comics 2008
Wydanie PL: brak


Recenzja Lorda Sidiousa

Pierwsza mini-seria z cyklu „Rebellion” czyli My brother, my enemy w pewien sposób była kontynuacją Empire, niestety w nienajlepszym stylu. Ten komiks rozpoczyna się jeszcze gorzej, choć trzeba przyznać, że się trochę rozkręca. I faktycznie, końcówka jest całkiem znośna, a nawet można powiedzieć, nietypowa dla Gwiezdnych Wojen. Czyżby zmiana sposobu myślenia autorów? Ale trzeba pamiętać, że końcówka to nie wszystko.

Chyba podstawowym problemem obecnych serii ukazujących czasy Rebelii i Imperium są prequele. Już kiedyś o tym pisałem, tu niestety widać to jak na dłoni. Przez wiele lat mamiono nas prawie czarnobiałymi obrazkami, zdominowanymi przez ludzi i postaci / rasy znane z filmów. Trzech klasycznych, żeby nie było niedomówień. Teraz zapanowała moda, by w tle przejawiały się analogiczne rzeczy z prequeli, a świat był bogatszy... Tylko znów, jak we wszystkim trzeba mieć umiar i rozsądek, bo na prawdę mnie dziwi obecność gunganina i kaminoanki w dość odległym zakątku galaktyki. Tu znów sytuacja podobna z propagowaniem Jawów czy Tuskenów w wielu miejscach wszechświata w niektórych starszych pozycjach. Ale tym razem zastanawiałem się jeszcze nad jedną rzeczą – Imperatorem i Vaderem. Otóż tego pierwszego kiedyś nie było prawie w ogóle, teraz okazuje się, że albo musi stać za wszystkim, albo przynajmniej w jakiś sposób maczać palce. A jeśli tak by było to Imperium byłoby reżimem prawie doskonałym i trudno mi sobie wyobrazić jego obalenie. Im bardziej robi się z nich dyżurnych czarnych bohaterów i wciska wszelkie możliwe ciemne sprawki, tym dziwniej cała sytuacja wygląda, ten komiks niestety nie wyróżnia się w tej materii. Na szczęście jednak tym razem imperialni to nie banda partaczy i prawdę powiedziawszy to jest właśnie w tym komiksie najlepsze. To Imperium, jakiego dawno nie widzieliśmy, jakiego nigdy nie widzieliśmy, brutalne i potężne jak w klasycznej trylogii, a przy tym rozbudowane jak w prequelach (różnej maści pojazdy itp.). Tu już nikt się nie patyczkuje z Rebeliantami, jak nie patyczkował się z Jedi czy Larsami. Ahakista nie ma prawda podnosić buntu, nie ma prawa o samostanowieniu, jest częścią Imperium i albo nią będzie, albo nie ma racji bytu w ogóle.

Ale to tylko tło historii, główna opowieść jest osnuta wokół Wyla Tarsona, który pracował dla Raze’a, bosa półświatka, którego poznaliśmy w poprzedniej historyjce. Problemem Wyla jest to, że ma w głowie zamontowaną bombę i musi być posłuszny swemu pracodawcy. W pewien sposób przypomina to film „Obroża” z Rutgerem Hauerem, ale jakby to powiedzieć, film w tym przypadku był lepszy. Przede wszystkim jeśli chodzi o konstrukcję bohatera, Wyl jest sobie a muzą, nie jest ani porywający, ani nic, wmieszał się w dziwne interesy, teraz musi ponieść karę, a czy pomoże przy tym Rebeliantom, właściwie nie ma większego znaczenia, tak jak i to czy przeżyje, czy nie. To jest właściwie najsłabszy element tego komiksu, główna postać, bo już inne, jak choćby Baco potrafią odnaleźć drogę do czytelnika.

Graficznie warto zwrócić przede wszystkim uwagę na kolory i dość ciemną tonację. Kolory owszem są, ale bynajmniej nie tak żywe jak to dziś w komiksach bywa, wręcz przypominają sposób kolorowania z lat 90. Ale to jest bynajmniej celowy zabieg, mający ukazać klimat, tworzący się mrok. Przez to, wszelkie ułomności i uproszczenia tak rysunków jak i kolorów sprawiają wrażenie zamierzonych. I idealnie komponuje się to zwłaszcza ze scenami gdy Imperium podporządkowuje sobie Ahakistę.

Dla mnie podstawowym minusem tego komiksu jest pozostawiający wiele do życzenia scenariusz. Owszem autorzy chcieli pewnie pokazać ciężki but Imperium, ukazać też poświęcenie bohaterów itp. ale w większości przypadków trzeba było zadbać, by postaci były może nie tyle interesujące, co potrafiły przyciągnąć czytelnika. Wtedy nawet jeśli są skazane przez autorów z góry na śmierć, to jest ona odbierana inaczej. Jedyne, czym można się pocieszyć, że ten tomik jest zdecydowanie lepszy od poprzedniej odsłony Rebelliona, ale z tym to tak trudno nie było.


Wyl Tarson był członkiem przestępczej organizacji Raze’a, ale też szpiegiem rebelii. Gdy chcąc pomóc Luke’owi Skywalkerowi spalił swoją przykrywkę, jego pracodawca nie był zadowolony i wszczepił mu w głowę bombę. Teraz Wyl musi pracować dla Raze’a albo zginąć. A zadanie jest takie, zebrać grupę rebeliantów, poprowadzić ich do imperialnej fortecy na planecie Ahakista i przeżyć...


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 6/10
Klimat: 7/10
Rozmowy: 6/10
Rysunki: 4/10
Kolory: 4/10
Opis świata SW: 7/10


Temat na forum
Okładki wydań zbiorczych:

Alternatywne okładki:

Pełne okładki:




Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 8,57
Liczba: 7

Użytkownik Ocena Data
Wedge 10 2008-09-05 19:15:59
Nadiru Radena 10 2008-05-19 13:37:46
Shedao Shai 9 2016-03-11 13:56:57
Nestor 9 2008-05-19 21:58:33
Dark Count 8 2018-04-15 14:50:50
San Holo 8 2017-07-03 11:00:49
Lord Sidious 6 2008-05-18 16:15:59

Tagi: Brandon Badeaux (9) Dark Horse Comics (566) Luke Ross (5) Michael Heisler (109) Michael LaCombe (5) Rebelia (Rebellion) (9) Rob Williams (8)

Komentarze (3)

Nie mogę się zgodzić z recenzją, według mnie komiks rozpoczyna się właśnie dobrze, a kończy rozczarowująco.
Prawie wszystko co widzimy na początku mi się podoba, od zbierania drużyny po przygotowania na misję "niemożliwą". Napięcie i oczekiwanie na epicki finał rośnie z każdą przeczytaną stroną. Szkoda że po drodze okazuje się, że misja wcale taka "niemożliwa" nie jest, wręcz przeciwnie wszystko wydaję się być dopięte na ostatni guzik. No więc co robi scenarzysta komiksu ? Ano stara się ową misję maksymalnie utrudnić, rzucając bohaterom kłody pod nogi gdzie tylko się da, jak tylko najbardziej nielogicznie się da. Nie omieszka przy tym zepsuć, skąd niekąd ciekawych postaci. No i tak mamy Sardotha, upadłego Jedi i szefa kasyna, który pomaga bohaterom w napadzie na imperialne centrum żeby powiększyć zyski, ale po chwili sabotuje działania tej grupy, bo zobaczył rękojeść miecza swego dawnego mistrza noszonego przez jednego z nich. Serio ? Przecież wszyscy grają w tej samej drużynie ? Może niwecząc starania Tarsona i jego towarzyszy chciał zarekomendować swoje usługi dla imperium ? Nie wiem, czy to ukryty geniusz fabuły czy moja chęć uratowania tego wątku, ale skłaniam się ku drugiej opcji. Suma sumarum i tak niewiele z tego wyszło. Mamy Dunlana, przywódcę lokalnej grupy terrorystycznej, który nie chce pomóc w ataku na imperialne centrum, bo nie chce ryzykować życia swoich towarzyszy, chociaż i tak robi to praktycznie na codzień. Ostatecznie jednak to on wystrzeliwuje rakietę która wyciąga naszą grupę bohaterów z opresji i poświęca się dla sprawy. Takich zabiegów jest niestety więcej.
Sam protagonista, znany już z poprzedniego "mu brother, my enemy", ma wszczepioną "bombę" w głowie i jest przez to zmuszony wykonywać polecenia Raze`a, zarządcę wpływowej siatki szpiegowskiej. Bardzo mi się spodobał ten pomysł, szczególnie oddzielenie własnych myśli Tarsona od tych Raze`a, które to równocześnie słyszy w swojej głowie. Reszta bohaterów ciekawa, acz niewykorzystana. Darca Nyl, szpieg na emeryturze to taki Carth Onasi rebelii. Samotnik idący własnymi ścieżkami, nie ufający nikomu. Baco cały czas przypomina jak chętnie by się czegoś napił, więc właściwie tylko Laynara, inżynier geniusz, która umieściła implant Tarsonowi w głowie i czuje się przez to winna, można nazwać postacią kompletną. I nie, występowanie przedstawicieli ras znanych z prequeli nie jest żadnym problemem, w Legacy dostaliśmy to samo i tam jakoś nikt nie narzekał. Sam Imperator zostaje zaledwie raz wspomniany w jednej grafice. No i to chyba sensowne, że Imperator musiał nadzorować budowę tak ważnego dla całego Imperium ośrodka osobiście ? Komiks ma wystarczająco innych wad, do których należy też zakończenie.
Serwowany nam finał nie jest happy endem. Okazuje się, że Vader jest w stanie dzięki mocy wyłączyć implant w głowie Tarsona, więc ten, pod groźbą zabicia Laynari przystaje z nim na układ. Dosyć niechętnie, ale to wystarczy Laynari by wypomnieć mu ile istnień straci życie, jeśli wyjawi informacje o rebelii. Niewdzięczna moralizatorka jedna. Tutaj jednak spełnia się przepowiednia Razena, Tarson nigdy nie zostanie bohaterem i nigdy nie odkupi własnych win. Z samym Razenem uporano się dosyć prosto, ot Luynara stawia mu ultimatum, że jeżeli nie przestanie torturować Tarsona "bombą", to nie wykonają zadania i nici z upragnionych przez niego informacji. Niewyrafinowana groźba, którą można by było wypowiedzieć na samym początku, czasem nawet to wystarczy. Finał może i zgrabnie tłumaczy wydarzenia z TESB i dlaczego Rebelianci musieli później ukrywać się w skutych lodem jaskiniach, ale wydaje się niedokończony. Komiks woła o kontynuację. Darca Nyl przysięgający dopaść Tarsona za to co zrobił, niedokończony wątek Razena, który raczej przeżył najazd imperium na swoją siedzibę, niedokończony wątek robota szpiegującego, który być może wykradł dane imperialnej flotylli i wysłał je rebeliantom, praktycznie cały ostatni panel komiksu to jedno wielkie wprowadzenie do następnego zeszytu, więc dlaczego się nigdy nie ukazał ? Nie wiem, raczej nie chce wiedzieć, ale "The Ahakista Gambit" wiele na tym straciło. Z tego mogłaby być iście epicka historia przynajmniej na format pomniejszej serii.
Tak narzekam na ten komiks, ale i tak nie wystawie mu mniej niż 8/10. Przede wszystkim za klimat, mroczny, brudny klimat szpiegowskiej historii noir, do której mam słabość. Klimat starej trylogii mistrzowsko pomieszany z elementami prequeli. No i ten nieszczęsny koniec. Niby pozostawia spory niedosyt, niby taki niedokończony, zachowanie bohaterów miejscami logicznie ułomne, ale pozostaje w pamięci ? Zdecydowanie tak. Koniec jest mocny, brutalny, ukazuje złamanego człowieka, który zdradził swoich towarzyszy i uczynił ich śmierć daremną. Imperium jest bezwzględne i triumfuje. Komiks pod wieloma aspektami unikatowy.

Historie takie jak ta są właśnie siłą EU - skoncentrowane na całkowicie pobocznych postaciach (no, po stronie villainów pojawia się Vader), rozwijają świat, i wprowadzają ciekawe wątki. Specjalna pochwała należy się scenarzyście, który wykorzystał tutaj kilka zaczętych gdzie indziej wątków, takich jak Wyl Tarson i Rasha Bex (z wcześniejszych zeszytów Rebellion) czy Darca Nyl z "Nomada". Historia jest ciekawa, akcja wartka - aż szkoda się robi, że Rebellion został tak szybko skasowany.

Bardzo dobra historia, rysunki tak samo. Czekam na dalsze rozwiniecie :)

9/10

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.