Fandom

Celebration V

Organizacja

Celebartion V może nie okazało się sukcesem organizacyjnym takim, na jaki szykowali się twórcy. W konwencie wzięło udział zaledwie 28 tysięcy ludzi (plus 4 tysiące weszło w ramach wejściówek dla ekipy, gości i wystawców, czyli razem 32 tysiące), dla porównania w Los Angeles było ich 35 tysięcy. Ale trudno stwierdzić, by organizacja kulała, może z wyjątkiem jednego przypadku, gdy osoby na informacji nie posiadały pełnej wiedzy, przez to potrafiły wprowadzić zwiedzających w błąd. Da się to też w pewien sposób zrozumieć, gdyż większość „pracujących” przy konwencie to fani, którzy zgłosili się w ramach wolontariatu. Więcej mankamentów wynika raczej z podjętych decyzji, niż braku organizacji. Za całość odpowiadała tym razem firma Reed Pop, która zajmuje się np. Nowojorskim ComicConem. Jednak pojawiły się pewne małe zgrzyty, choćby takie, że niektóre kolejki zaczynały się w innych miejscach, niż wskazywała na to logika, bo zamiast tuż przy sali, to ulokowano ją na dole piętro niżej. Dopóki się tego nie wie, bywa to irytujące, a czasem trudno się w tym obeznać. Druga sprawa, szczególnie dotkliwa w przypadku panelu z Lucasem, to zakładanie, że do sali może wejść mniej osób, niż wskazują na to właściciele centrum. Założono, że ktoś może przyjść i ze względu na wagę, zajmować więcej niż jedno miejsce. Poniekąd słuszne założenie, ale margines zostawiono sobie zbyt duży, przez to pomimo, że nie wpuszczano już na salę, tam wciąż były wolne miejsca. Dlatego zazwyczaj trzeba było na zadany panel (dotyczy to głównie tych związanych z twórcami filmowymi i kolekcjonerskich) należało się wybrać wcześniej i ustawić w stosownej kolejce (choć nie były one tak wielkie jak te na CIV). Na wybrane wydarzenia, np. Marka Hamilla czy George’a Lucasa rozdawano wcześniej papierowe opaski na ręce.

Druga sprawa to wejściówki uprzywilejowane. Czyli przede wszystkim Jedi Master i Jedi Knight. Ta pierwsza kosztowała 750 USD, druga 350 USD. Gwarantowały one głównie wejścia w pierwszej kolejności, z drobnymi różnicami. Na sam konwent ktoś taki mógł wejść pół godziny wcześniej, dotyczy to przede wszystkim Exhibit Hall, czyli targowiska. Choć przydawało się to przy panelach, bo nie dość, że wchodziło się wcześniej to jeszcze dostawało najlepsze miejsca. Kolejną uprzywilejowaną grupą byli członkowie Hyperspace, acz tym razem już nie tak bardzo jak na CIV czy CE. Pamiętano, że członkom Hyperspace trzeba coś dać i... dano. Np. inną smycz (swoją drogą można było ją kupić za 10 USD w oficjalnym sklepie i na następne dni udawać członka Hyperspace). Gwarantowano im też wejście na Hall przed innymi uczestnikami, pod jednym małym warunkiem. Że taki członek Hypera ustawi się w kolejce i zostanie z niej wyłapany. Kolejka ustawiała się przy wejściu na dole i szła przez schody ruchome, gdzie rozdzielano ludzi. Na prawo członkowie oficjalnego fanklubu, na lewo reszta. Zwykłych uczestników konwentu czekało przejście przez wielką salę, z olbrzymią kolejką. Członków Hyperspace zabierano do mniejszej sali, gdzie też musieli stać w kolejce, ale tu już znajdowało się stosunkowo niewiele osób. Gorzej, gdy taki członek Hypera pojawił się na pięterku już gdy zaczęto wpuszczać normalnych ludzi. Oczywiście reszta kierowana była na tą dużą salę, by odstali swoje, a fanów z oficjalnego fanklubu doklejano do kolejki (już po wyjściu z sali postojowej), skracano im drogę, tylko, że reszta nie była tego świadoma. Więc łatwo się domyśleć, że wywoływało to pewne oburzenie. Przy okazji w pierwszy dzień, zapomniano niektórym dać programu, ale można było go dostać w innych miejscach bez większego problemu. Szkoda, że program pojawił się dopiero w pierwszy dzień konwentu a nadal miał kilka wydarzeń oznaczonych jako TBA (zostanie ogłoszone). Za to trzeba przyznać, że forma w tym roku okazała się dużo wygodniejsza, mniejsza i bardziej poręczna.

Sale zaś zorganizowano podobnie, jak w poprzednich edycjach. Jest prowadzący, jest też obsługa, która pilnuje by ludzie się zachowywali, siadali, potrafi wskazać wolne miejsca i pilnuje kolejki do mikrofonu, a także zajmuje się wszelkimi aspektami technicznymi (pokazy, światła, nagłośnienie). Nowością w tym roku było tłumaczenie niektórych paneli na język migowy. Dotyczy to zwłaszcza tych aktorskich.

Pewną zmorą było też brak programów zapasowych. Gdy np. odwołano coś, w przypadku panelu kolekcjonerskiego nic nie działo się zamian. W przypadku braku Carrie Fisher improwizowano i puszczono powtórkę spotkania z Lucasem.


Odbiór wejściówek VIP i Hyperspace

Wejściówka 4 dniowa

Wszystkie wejściówki

Program

Kolejka



Kolejka dla Hyperspace

Kolejka dla zwykłych śmiertelników

Kolejka pod salą

W tle widać siedzących kolejkowiczów

Knajpki z żarciem

Strefa żarcia



Obsługa (fanowski wolontariat)


W ostatnim dniu udało nam się przyłapać Dave’a Filoniego (reżyser TCW), bez kapelusza. Siedział w knajpce konwentowej. Kapelusz na spotkania z fanami nosiła mu jego asystentka, on zaś chodził po konwencie w mandaloriańskim hełmie. Będziemy wiedzieć, jak go rozpoznać następnym razem.

1 2 (3) 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16


Tagi: Celebration (9) Disneyland (14) Konwent (55) Relacja (300) Zdjęcia (7)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.